Fani rocka, nie traćcie nadziei! Choć od lat mówi się, że Open’er Festival skręcił w stronę popu, elektroniki i hip‑hopu, tegoroczna edycja udowadnia, że rock na Babich Dołach wciąż potrafi tupnąć nogą. I to całkiem mocno!
Powrót legend…
Open’er 2026 zaczął ogłoszenia z wysokiego C – i to takiego, które rezonuje od lat 80. aż po współczesność. Po latach spekulacji i nieudanych prób, na festiwalową scenę wracają The Cure, jeden z najważniejszych zespołów w historii alternatywnego rocka. Robert Smith i jego ekipa powracają po świetnie przyjętej płycie The Songs Of A Lost World, ale na festiwalowej scenie z całą pewnością będzie przekrojowo: od mrocznych hymnów po utwory, które na dobre weszły do kanonu melancholijnego popu.
Po 8 latach na scenę Open’era powróci Nick Cave & The Bad Seeds. Jego koncert zapowiada się jako jedno z najbardziej emocjonalnych wydarzeń tegorocznej edycji – pełne dramaturgii, intensywności i wspaniałej interakcji z publicznością. Cave przyzwyczaił nas, że jego występy to rytuał.
A fani Talking Heads z pewnością ucieszą się na występ Davida Byrne’a. Po zakończeniu gigantycznego projektu „American Utopia”, który zdążył przejść drogę od albumu, przez koncertowy triumf i broadwayowski spektakl, aż po film Spike’a Lee, Byrne wrócił do pisania nowych rzeczy. Efektem jest „Who Is The Sky?”, materiał stworzony razem z Kid Harpoonem i nowojorskim Ghost Train Orchestra, z gościnnymi udziałami Hayley Williams, St. Vincent i Toma Skinnera z The Smile. Nie spodziewajmy się więc przebojów, ale całkiem futurystycznego występu tego 74-letniego artysty.

… i artyści, którzy stają się „żywymi legendami”
Nowa rockowa fala nie potrzebuje górnolotnych manifestów, bo broni się czystą, koncertową bezczelnością. Świetnie widać to na przykładzie IDLES, którzy potrafią zamienić tłum w pogujący kolektyw, serwując hałas będący czymś w rodzaju głośnej terapii grupowej. Brytyjczycy z Bristolu wyrośli na jeden z najważniejszych współczesnych zespołów gitarowych. Ich bezkompromisowa furia idealnie rezonuje z dzisiejszymi czasami, ale ten sam gitarowy bunt dostaje na festiwalu zupełnie inny, podszyty ironią wymiar. Wystarczy spojrzeć na Viagra Boys – to z kolei post-punkowy kabaret prowadzony przez gości, którzy z premedytacją rozbijają ramy gatunku, grając z miną hazardzistów, którzy właśnie przegrywają życie w genialnym, groteskowym stylu.
Festiwalowy ciężar nie jedno ma imię. Agresywne gitary potrafią ustąpić miejsca monumentalnemu, wręcz filmowemu mrokowi, który zamiast skakania w pogo oferuje hipnotyczny rytuał. Szwedka Anna von Hausswolff udowadnia, że nie trzeba krzyczeć, by totalnie przytłoczyć słuchacza – jej sakralna ściana dźwięku i potężne organy dosłownie zmuszają do milczenia i potrafią zatrzymać w miejscu nawet najbardziej rozgadaną publiczność. I kto by pomyślał, że dotychczas gościła w Polsce tylko raz, na białostockim (nieodżałowanym!) Halfway Festivalu? Teraz powróci jako artystka dojrzała, z dużo większym dorobkiem artystycznym.
To jeszcze nie wszystko. Fanów gitarowych brzmień z całą pewnością zainteresują występy shoegazowej grupy Just Mustard czy The Afghan Whigs, której przewodzi świetny Greg Dulli. O line-upie tegorocznej edycji Open’er Festivalu opowiadaliśmy w czwartkowej Kontrafazie. Posłuchajcie podcastu!
(kk)


