OIL. Jarosław Modzelewski – Sprawy różne, fot. Jerzy Doroszkiewicz
Wernisaż wystawy „Sprawy Różne” profesora Jarosława Modzelewskiego w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Białymstoku zgromadził wybitnych przedstawicieli świata sztuki i medycyny, stając się okazją do głębokich refleksji nad współczesnym malarstwem.
– Te obrazy po prostu hipnotyzują, zatrzymują i każą na siebie patrzeć – podkreśla lek. med. Paweł Pecuszok, kurator wystawy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Białymstoku
Pecuszok przyznaje, że niektóre prace budzą w nim egzystencjalny niepokój, co jednak poczytuje za wartość budzącą respekt: „wyczuwam przed niektórymi jakiś taki strach, lęk, ale to nie jest absolutnie negatywne odczucie. To jest właśnie takie odczucie, które budzi respekt przede mną”. Zaznacza również, że malarstwo to jest efektem bacznej obserwacji życia i „reminiscencją pewnych zauważonych chwil”.
Komisarz wystawy, profesor Jerzy Konstantynowicz, nazywa artystę „gigantem malarstwa polskiego” i „człowiekiem przełomu”. Wyznaje, że pisanie wstępu do katalogu budziło w nim mieszankę onieśmielenia i szczęścia, choć ostatecznie uznał, że „ta sztuka jest jednak nie do pisania o niej, ale do oglądania”. Podkreśla także wagę dokumentacji wystawy w formie obszernych katalogów, gdyż „pamięć jest ulotna, książki zostają na długo”.
Najobszerniej o swojej twórczości opowiada sam profesor Jarosław Modzelewski, przybliżając ewolucję swojego stylu od wczesnej abstrakcji do obecnego ekspresjonizmu. Wyjaśnia, że kluczowym narzędziem wyrazu jest dla niego relacja barw:
„Malarstwo jest oparte na działaniu koloru i na działaniu kolorów wobec siebie i na siebie nawzajem. Więc ta ekspresja osiągana poprzez kolor, przez zestawienia kolorystyczne, jest to narzędzie, na którym mi najbardziej zależy”.
Artysta szczegółowo opisuje proces powstawania dzieł w technice tempery jajowej, która wymaga precyzyjnego przygotowania farb z pigmentów i spoiwa jeszcze przed rozpoczęciem malowania. Przyznaje, że choć pracuje nad koncepcją i szkicami, sam proces twórczy jest nieprzewidywalny: „obraz zaczyna dyktować kolejne posunięcia i one są czasami wbrew temu, co ja sam zakładałem. Taka się trochę walka między obrazem a mną, ale to ma swoje dobre strony, bo właśnie często obraz ma rację”.
Modzelewski odnosi się również do relacji z odbiorcą, nazywając wystawianie prac „intymną sytuacją” i „wrażliwym momentem”, gdyż obrazy stają się świadkami jego przeżyć. Wyjaśna także symbolikę jednego z autoportretów, w którym wykorzystał własną postać jako modela do przedstawienia świętego Józefa ofiarowującego synogarlice w świątyni.
Blanka Wyszyńska-Walczak, kuratorka wystaw przyjechała na wernisaż specjalnie z Warszawy Zwraca ona uwagę na emocjonalny i duchowy wymiar prezentowanych prac, wskazując na ich „niesamowite kolory” oraz umiejętność „wydobywania sacrum z naszego dnia codziennego”. Według niej każdy widz może odnaleźć w tych płótnach cząstkę własnego życia, ponieważ artysta portretuje postacie i wnętrza, które otaczają nas na co dzień.
Podsumowując białostocką wystawę, Blanka Wyszyńska-Walczak wyraziła uznanie dla lokalnego środowiska lekarskiego za zaproszenie artysty tej rangi: „to, że to jest tutaj pokazywane lekarzom (…) To jest chapeau bas”. Wystawę w Okręgowej Izbie Lekarskiej można zwiedzać do 11 czerwca 2026 roku.
#Zjerzonykulturą – Jerzy Doroszkiewicz
Tekst powstał przy wykorzystaniu AI.


