Przed koncertem Myslovitz na Juwenaliach Białostockich do studia Radia Akadera wpadł Przemysław Myszor. Rozmowa była spontaniczna, pełna anegdot i muzycznych kulis. Nie zabrakło też niespodziewanego wyznania miłości do… białostockiego hummusu.
– Uwielbiam Białystok. Gramy tu ostatnio podejrzanie często. Macie bardzo dobry hummus, kiedyś zrobiłem taką wędrówkę po lokalnych hummusiarniach i było wspaniale – śmiał się muzyk jeszcze przed wieczornym koncertem.
Czy po tylu latach występy na juwenaliach wciąż ekscytują, czy stały się już rutyną? Myszor nie miał wątpliwości, że studencka publiczność nadal ma w sobie coś wyjątkowego.
– To są zawsze wielkie imprezy, ludzie się zawsze na nich dobrze bawią. Miło jest wspólnie pośpiewać.
Nie zabrakło też pytań o setlistę. Jak zdradził Myszor, układ koncertu to zawsze pewnego rodzaju balans między oczekiwaniami fanów a tym, co zespół sam chce danego wieczoru zagrać.
– Będziemy się starać Was zabawić i dać Wam to, po co przyszliście. Ale na pewno zagramy przynajmniej jedną piosenkę z najnowszej płyty – zapowiada Myszor.
W rozmowie pojawił się też bardziej osobisty wątek. Artysta opowiedział o rozpoczynającej się muzycznej drodze huskie, czyli swojej córki Oli, która właśnie wydała debiutancką EP-kę.
Już dziś wieczorem (15 maja) Myslovitz zagrają na Scenie PB Juwenaliów.
(kk)


