Wiadomości

8 lipca, 2026

Rock na Bagnie 2026

Rock na Bagnie, fot. Magdalena Juchnowicz

Festiwal Rock na Bagnie to jedno z najbardziej wyjątkowych wydarzeń w kraju. W urokliwym Goniądzu nad Biebrzą surowość muzyki spotyka się z dziką, podlaską przyrodą, a rockowe szaleństwo idzie ramię w ramię z atmosferą jedności i wolności.

Szesnasta edycja festiwalu Rock na Bagnie (odbyła się w dniach 3–4 lipca 2026) przyciągnęła na Plażę Miejską wielopokoleniowy tłum fanów niezależnego grania. Ci starsi podkreślają często, że klimat imprezy przypomina im festiwale lat 80, jak choćby ten w Jarocinie. Tegoroczny line-up był zresztą ukłonem w stronę historii muzyki alternatywnej. Pojawiły się zagraniczne legendy ale świętowaliśmy także ważne rocznice na rodzimej scenie.

Piątkowe popołudnie przywitało nas słońcem, zapachem grilla i setkami irokezów. Dzień otworzyły mocne uderzenia Wylewu oraz skoczne dźwięki SKA Petardy, które od razu poderwały pierwszych festiwalowiczów do pogo. Kolejne godziny to seria doskonałych, sentymentalnych podróży. Zespół Hurt rozbujał publiczność swoimi klasykami, a „Załogę G” odśpiewali razem chyba wszyscy uczestnicy. Darek „Maleo” Malejonek świętował na scenie 40-lecie pracy artystycznej, serwując dawkę energetycznego reggae i rocka. Z kolei gitarzysta Maleo Reggae Rockers Tomasz Wójcik zaskoczył wszystkich, łącznie z kolegami z zespołu, wkraczając w sam środek zaciekle pogującego tłumu. To tam odegrał utwór “Samobójstwa”, co oczywiście spotkało się z ogromnym entuzjazmem publiczności. Gdzież by indziej mogłoby się coś takiego wydarzyć, jeśli nie w Goniądzu. Co zresztą podkreślał ze sceny sam sprawca zamieszania. Prawdziwy ogień zaczął się jednak po zmroku. Hugh Cornwell – legendarny założyciel i wieloletni wokalista/gitarzysta The Stranglers, przypomniał kultowe kompozycje, które definiowały brzmienie nowej fali. Z kolei melodyjne i szybkie granie Buzzcocks  wywołało pod sceną prawdziwe szaleństwo. Dzień zamknęli One Million Bulgarians, którzy świętowali swoje 40-lecie, przypominając również utwory z legendarnego Jarocina ’86. 

W sobotę amerykańska ekipa Zeke zaserwowała potężną dawkę brudnego hardcore punk rocka, a australijskie The Cloverhearts oczarowało wszystkich celtyckim, folkowym punkiem, idealnie pasującym do nadbiebrzańskiego krajobrazu. Dezerter – jedna z najważniejszych polskich formacji punkowych świętowała 45 lat na scenie. Ich teksty, mimo upływu dekad, brzmiały przerażająco aktualnie, a publiczność odśpiewała z zespołem każdy utwór od początku do końca. I gdy wydawało się, że goręcej już być nie może, na scenę wkroczyła grupa The Toy Dolls – mistrzowie radosnego, chwilami kabaretowego punk rocka z UK. Ich występ to był pokaz czystego szaleństwa i absolutny wybuch energii. Nie zabrakło oczywiście kultowych numerów jak „Nellie the Elephant”, a festiwalowicze, którzy już po występie Dezertera mieli mocno zużyte gardła, nie wahali się zszarpać do reszty strun głosowych. Nogi też poszły w ruch – nie dało się inaczej. TZN Xenna – legenda warszawskiego punka domknęła festiwal potężną, surową klamrą. Jednak uczestnicy, rozkręceni tym całym szaleństwem, ani myśleli, by iść spać, gdy scena zamilkła. Wzięli sprawę we własne ręce. Niektórzy wzięli w te ręce także własne instrumenty. Na moście drogowym nieopodal sceny pojawił się bus, w którym zmieścił się cały zestaw perkusyjny wraz z perkusistą. Dla gitarzysty i jednocześnie wokalisty miejsca zabrakło, jednak radził sobie doskonale biegając dookoła pojazdu, a czasem wskakując na. A więc koncert trwał nadal, tylko nieco mniejszy.

Jednak Bagno to nie tylko ściana dźwięku i pogo pod sceną. Ważnym elementem tego festiwalu są wydarzenia towarzyszące, które tworzą z niego unikalny piknik kulturalny. W tym roku w Gminnym Ośrodku Kultury odbyła się kolejna edycja konferencji naukowej, na której dyskutowano o historii festiwali punkowych i alternatywnych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też spotkania autorskie – m.in. wokół biografii Darka „Para Wino” Paraszczuka pt. „Pijany i prawdziwy” oraz spotkanie z Anią Kozibą-Świstak (wokalistką Eye for an Eye). 

Gdy dusza buja w obłokach, a jednocześnie ciało wypaca pod sceną resztki wczorajszego obiadu, to niezawodnie pojawić się musi… głód. Jednak Rock na Bagnie to także święto łakomczuszków, gdzie przybysze z różnych stron Polski i Europy (tak, tak, przyjeżdżają i uczestnicy z zagranicy) spróbować mogą podlaskich specjałów przygotowanych przez niezawodne koła gospodyń wiejskich. Zabrakło jedynie sklepu tuż obok terenu imprezy, który od lat także wspierał festiwalowiczów swymi produktami. Ale wieloletni bywalcy o nim nie zapomnieli. Urządzili godny pogrzeb – happening, który nigdzie indziej wydarzyć się po prostu nie mógł. Kto widział, ten wie.. ale nie powie. Chociaż…

Na Bagnie nie ma barier między zespołami a publicznością. Muzyków można spotkać na polu namiotowym, na plaży albo kupujących lokalne przysmaki. To festiwal, na który jedzie się po to, by naładować baterie surową energią muzyki i niezwykle ciepłą energią ludzi. Natura Biebrzańskiego Parku Narodowego dodaje wszystkiemu odrobiny magii i świat wydaje się przez kilka chwil lepszy. To jedno z niewielu miejsc na festiwalowej mapie Polski, które bezkompromisowo trzyma się swoich korzeni. A jednocześnie Rock na Bagnie to jedno z najbardziej klimatycznych i “ludzkich” wydarzeń w tym kraju.

Posłuchajcie relacji Magdaleny Juchnowicz:

× W ramach naszego serwisu www stosujemy pliki cookies zapisywane na urządzeniu użytkownika w celu dostosowania zachowania serwisu do indywidualnych preferencji użytkownika oraz w celach statystycznych.
Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej.
Więcej informacji można znaleźć w Polityce Prywatności
Korzystając ze strony wyrażają Państwo zgodę na używanie plików cookies, zgodnie z ustawieniami przeglądarki.
Akceptuję Politykę prywatności i wykorzystania plików cookies w serwisie.