Archiwa tagu: paula wakuluk

“La la Land”, czyli Do re Miłość.

la-la-land-quad-posterWszystkie zachwyty, które padły pod adresem “La la Land” i wszystkie Złote Globy są słuszne. Każde westchnienie, każda chwila zadumy, każda łza i każdy szeroki uśmiech na widok kolorowego kadru, w którym młodzi ludzie postanowili wytańczyć siebie, są nieuniknione. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale wszystko, co zobaczycie w tym filmie już kiedyś widzieliście, jeśli nie w kinie, to w swoim życiu, bo życie to film, prawda? Każdy z nas kiedyś wyśpiewał swoje szczęście i wyskakał swoją złość. Sebastian (Ryan Gosling zwykle pociąga kobiety w otchłań namiętności, tym razem gra Miłość, co zdaje się trudniejsze, szczególnie gdy aparycja nie ułatwia odgrywania roli poczciwego, biednego jak mysz, zdolnego klawiszowca) i Mia (Emma Stone jest tu najbardziej niezwykłą dziewczyną z sąsiedztwa tej dekady)  nie zrobili niczego, czego my byśmy nie zrobili. Nie mówcie, że nie zatańczyłybyście z koleżankami, wybierając się na prywatkę, mierząc sukienki i śpiewając do szczotki! I, że nie wystepowalibyście swojej frustracji, kiedy podryw nie działa.  Stara dobra szkoła musicalu, stare filmy na starych kliszach, historia stara, jak świat, czyli licząca dokładnie tyle samo lat, co miłość.

Podobny obraz

To wszystko dzieje się dziś na Brooklinie, w Białymstoku i w Hollywood. Te same marzenia, te same tęsknoty, te same językowe cierpkie wycieczki w stronę uciekającej sympatii  i to samo pokonywanie muru na skrzydłach miłości, co u Szekspira 400 lat temu. Codziennie, teraz też, jutro i wczoraj. Damien Chazelle napisał i wyreżyserował film z tą wiedzą, bez pretensji i dezyderat pokazał jak pięknie wyglądamy, kiedy idziemy per aspera ad astra. Gdy cały świat kręci się wokół nas i podmuchem białej sukni, w lekkim walcu wyznaczamy sobie ścieżkę do nieba pełnego spełnionych marzeń. Obiecuję Wam, że nie odkryjecie tu ani Ameryki, ani nawet Hollywoodu, przypomnicie sobie co najwyżej najlepsze chwile kina, do których twórcy powrócili z taką subtelnością i czułością, a zarazem inteligencją i równowagą że wszystkie fajne chłopaki po kryjomu też będą ocierały łzy.

Podobny obraz

Pewnie wiecie, że to film o marzycielach.  Ale to nie jest ckliwa historia miłosna ani afirmacyjna nowela rodem z podręcznika o tym, jak to wytrwałość i wiara prowadzą  prosto do celu. To też nie jest traktat o tym, że droga jest celem ani bajka o pogoni za białym króliczkiem. To są najbarwniejsze skrawki naszego życia, z których możemy uszyć sobie sukienkę, czy krawat, założyć albo zdjąć buty, otworzyć usta i zaśpiewać, tupać nogami i zatańczyć. To jest balsam na nową rzeczywistość cyników i wata cukrowa dla zakochanych, to jest czerwony balonik samotników i lemoniada koneserów ciężkiego kina i apologetów uzasadnionych trudów życia. To jest najpiękniejsze, co zobaczycie w kinie w tym roku, tylko dlatego, że życie jest piękne, czy wam się to podoba czy nie.

 

Paula Wakuluk

Ranking Najlepszych Filmów 2016

Moi filmowi faworyci minionego roku, w kolejności od ostatnio oglądanych. Gdybym miała wybrać miejsce pierwsze, wybrałabym DiCaprio.

Znalezione obrazy dla zapytania paterson film

  1. PATERSON reż. Jim Jarmush

Wolałabym być rybą. Wolałabym nic nie mówić na temat tego filmu. Wolałabym, żebyście sami zanurzyli się w szarości miasteczka Paterson i sami zdecydowali, dlaczego “nowy dżarmusz” jest taki super. Bo w tym filmie nie ma nic. I to zupełnie nic staje się epicentrum miłości do tego leniwego opowiadania o kierowcy autobusu, który był poetą codzienności. Zupełnie to przegapiłam, być może dlaczego, że robię dokładnie to samo, co Paterson i mogłabym nazywać się, dokładnie jak on: imieniem mojego miasta. Jestem w nim bohaterką mojego życia, piszę każdy krok szorując podeszwą po betonie, zmieniam ułożenie molekułów. Jest twarz, która widzę codziennie jak tylko otworzę oczy i co wieczór, zanim je zamknę, jest szef, ludzie poznani w pracy, przyjaciele i para znajomych, którzy mogą napisać historię na miarę “Romea i Julii”, bo ona wolałaby umrzeć, niż z nim chodzić. Moja głowa nie utknęła w tunelu praca-dom-weekend, ale tych, którzy muszą obrać nowy cel, opuścić strefę komfortu i zdobywać świat, “Paterson” musiał sprowadzić na ziemię. Na ich podłogę i z powrotem na kanapę. Zostań tu, zrób dekoracje i czuj się jeszcze bardziej komfortowo. Szary Człowiek, Kierowca Autobusu jest Samurajem, Przewodnikiem, Nauczycielem, jak zanurzyć podeszwę w betonie, całą stopę, po kostkę, po kolano, a potem zamienić duszność jego cząsteczek w bryzę wodospadu.

Podobny obraz

  1. SŁUŻĄCAreż. Chan Wook Park, mistrz koreańskiego kina zemsty. Daleki Wschód jest jeszcze dalej niż zwykle, choć nisko się kłania Zachodowi, jednocześnie stąpa w tył, zdeformowanymi stopami pokrętnej Koreanki, złodziejki, oszustki. Służąca erotyce i estetyce, tak zatytułowałam moją emocjonalną recenzję tego obrazu z kaligrafowanych kadrów, misternie ułożonych elementów, niczym najbardziej skomplikowane origami. Uwaga, każde powstaje z papieru, co znaczy, że może szybko spłonąć. Ja się palę ze wstydu, gdy widzę, że doskonała opowieść musi się jeszcze rozebrać, żeby przyciągnąć widzów. Podobnie było z “Nimfomanką” Triera. Czuję się zażenowana i nieco obrażona. Piękna konstrukcja fabularna zamienia się w popiół, gdy wielki reżyser marzy o tym, by rzeczy niskie wynieść na piedestał. Przemoc i pornografia mają stać się sztuką. To się nie uda i podobne “Służącej” filmy, zawsze będą na usługach wielkich dzieł. Warto zobaczyć “Służącą” także, by przekonać się, że nie potrzebne seks i przemoc, by stworzyć dzieło mądre i ważne. Przeciwnie, patrz punkt wyżej.

Znalezione obrazy dla zapytania wołyń

  1. WOŁYŃ – reż. Wojtek Smarzowski

To jest film o miłości. Michalina Łabacz, życiowe odkrycie Smarzowskiego, jako zosia, ma przed sobą trudną drogę i pewnie wolałaby umrzeć, niż przeżyć własną śmierć. Być może Bóg był łaskaw, dla tych, którzy zginęli w wołyńskiej rzezi. Ona musi żyć. Podczas tej drogi przez piekło, spłonęła jej dusza, została ludzka powłoka, ciało puste, gdy obok człowieczeństwo obnażone obracało się w proch, co zresztą charakterystyczne dla filmów smarzowskiego. “Pod Mocnym Aniołem”, “Drogówka”, “Wesele”, ludzie to bestie. Wyrywają sobie serca, plują na swoje dusze, pożerają ciała. Smarzowski szukał równowagi, złych początków, szukał przestrzeni w której leży przyczyna. Przyczyna leży w człowieku, który jest złem, nosi w sercu lont nienawiści, który łatwo podpalić mówiąc do… serca. To najpiękniejszy film tego brutlanego psychoanalityka polskiego społeczeństwa i najelpszy polski film 2016 roku.

Znalezione obrazy dla zapytania ostatnia rodzina

  1. OSTATNIA RODZINA – reż. Jan P. Matuszyński

To jest film, o którym mogę powiedzieć, mój ulubiony. Odwrotność obrazów Beksińskiego, brak pomroczności, jasność lekkości codziennego bytu w tęsknocie za niebytem. Wielkie przywiązanie do śmierci, która na obrazach wydawała się być majestatyczna a już na pewno nieprzyjemna, Matuszyński zamienił w groteskę, teatr absurdu. Zdziwaczały nieco Zdzisław Andrzej Seweryn, przeszarżowany Tomasz Dawid Ogrodnik i jeszcze pani Beksińska, romanistka, co studzi trzydziestoletniemu synowi ziemniaki wiatrakiem. Nic tu się nie zgadza, ludzie nie pasują do swoich pasji, zachowania są nie na miejscu, muzyka za wesoła, życie zbyt wilobarwne jak na szarość ówczesnego Służewia Nad Dolinką. Pewnie na dodatek ten film nie ma nic wspólnego z prawdziwymi Beksińskimi. Może i tak, ale co z tego, skoro jest taki dobry?

Znalezione obrazy dla zapytania neon demon

  1. NEON DEMON – reż. Nicolas Winding Refn

Może przez moją słabość do popkultury, kontrkultury i sztuki. Być może Refn produkuje wydmuszki, ale koszyk pełen kraszanek jest piękny bez względu na to czy jajko jest pożywne. Być może nie powiedział nic nowego o świecie, być może wszyscy już wiedzą, że modelki to morderczynie, że ich piękne ciała nie zawierają serc, dusz i umysłów, zupełnie jak te wydmuchane skorupy jaj. Ale są piękne i już. Neony pulsują, muzyka uderza w klatkę piersiową, sypie się brokat, leje się atłas. “Nie zwróciłbyś uwagi na Jesse, gdyby nie była piękna, nie mów, że przyszedłeś tu z nią, bo ma bogate wnętrze”. Najmniej ważne jest niewidoczne dla oczu mówi Refn. To nie jest ostatni krzyk mody, to jest wrzask kina, głośny i nic nie znaczący jak pisał Szekspir, takie jest życie, przechodni półcień, powieść idioty, jeśli skupić się tylko na tym, czego można dotknąć. Jest jednak pewna naiwna metafizyka, która uparcie prowadzi ku refleksji.

Znalezione obrazy dla zapytania bone tomahawk

  1. BONE TOMAHAWK – reż. S. Craig Zachler

Zrobił tylko jeden film w życiu, za to western i to z Kurtem Russellem. A w dodatku horror. Wiemy co się wydarzy i to nas satysfakcjonuje. Znane nam z Dzikiego Zachodu charaktery podążają w przerażającym kierunku skalistej pustyni, która stanie się piątym kowbojem. Śmiałkowie muszą odbić swoich bliskich z rąk Indian, Indian jakich dotąd nie znaliśmy: prymitywnych pożeraczy własnych matek, kaleczących ciężarne żony. Zachler zrobił kino osobliwe, straszne, dobrze znane i zupełnie nowe. Bone Tomahawk to najświeższy powiew w kinie gatunkowym, gdy odradza się stare pod nieznaną dotąd postacią.

Znalezione obrazy dla zapytania deadpool

  1. DEADPOOL – reż. Tim Miller

Czyli film o superbohaterze jeszcze nigdy nie był tak zabawny i dobry zarazem. To najwyższa pora na łupnięcie głową w ścianę i rozkruszenie ramy gatunku superheromovie, zdmuchnięcie hollywoodzkiego nadęcia z blockbusterów. “Deadpool” jest jak Tede polskiego hip-hopu, robi dobry rap, który ma przynieść hajs i o tym właśnie będzie ta piosenka. Tim Miller i scenarzyści mogli nie złapać odpowiedniego dystansu, mogli posunąć się o krok za daleko albo o krocze za daleko, niczym twórcy “Sausage Party”. Ale nie. Wym razem mieliśmy do czynienia ze specjalistami, fachowcami najwyższej próby, którzy złoto zameinili w ołów i przywalili widzom po komiksowych głowach- bang. Miejsce pierwsze w kategorii rozrywka, hit, komercyjna gwiazda! Pycha!

Znalezione obrazy dla zapytania zjawa

  1. ZJAWA – reż. Alejandro González Iñárritu

Żeby nie przedłużać: DiCaprio DiCaprio DiCaprio. Dziękuję. Scena z niedźwiedziem jest najlepszą walką człowieka ze zwierzęciem w historii kina. Jest groza, dramat, horror, thriller i gore. Jest żywioł kontra człowiek, jest pewna przegrana i pewne zwycięstwo. Człowiek przeobrażony w żywioł. Człowiek, który zostaje odarty z wszelkich ograniczeń, posiada siłę niedźwiedzia, gdy być może już pragnie śmierci, a może żyje dla zemsty? Iniaritu nie daje odpowiedzi, nie wiadomo, co sprawiło, że Glass przeżył swoją śmierć i jeszcze kilka kolejnych swoich śmierci. Na Di Caprio patrzy się z podziwem, zrozumieniem i niedowierzaniem. Pojawiły się głosy, że Tom Hardy za rolę Fitzgeralda zasługuje na Oscara bardziej niż DiCaprio. Dementuję, to faktycznie jest jeden z najlepszych dziś aktorów Hollywood, ale przy starszym koledze na planie jest zwyczajnie… młodszym kolegą.

Podobny obraz

  1. LOBSTER – reż. Yorgos Lanthimos, grecki reżyser już raz zafundował nam przechadzkę po zaburzeniach rzeczywistości w filmie “Kieł”. “Lobster” też jest sterylny i idealnie odchylony od normy. Świat w którym ludzie muszą w określonym czasie odnaleźć drugą połówkę, którą odszukają dzięki narzuconemu algorytmowi. W przeciwnym razie zgodnie z rozporządzeniem zostaną zamienieni w zwierzę. Dziwaczne? Tak i raczej nie wizjonerskie. Za to tatusiowaty Colin Farrell w tej osobliwej scenerii i świecie kontrolowanych krzywizn, śpiewający “Where The Wild Roses Grow” daje efekt… homara. Posiłku absurdalnie pożądanego, często traktowany jako ozdoba, bądź symbol luksusu, jest raczej umiarkowanie smaczny. Ale ważne, że homar długo żyje i zachowuje sprawność seksualną do końca życia.

Znalezione obrazy dla zapytania syn szawła

  1. SYN SZAWŁA – reż. László Nemes

Szaweł znalazł sobie sens życia w obozie koncentracyjnym. Brzmi przytłaczająco? I tak też wygląda. Nikt dotąd w ten sposób nie potraktował tematyki Holocaustu w filmie, Laszlo Nemes zabiera nas do zdehumanizowanego świata, w którym kończy się zabawa w “co bym zrobił, gdyby…” oraz “czy oddałbym życie za…”. Rok 2016 nie był łaskawy dla wojennej rzeczywistości, odszedł od patosu i bohaterstwa, pokazał truchło i strach. Tym samym powstaje pierwszy film, który przedstawia żydów i w ogóle ofiary zagłady, jako ludzi, którzy pragnęli przeżyć niejednokrotnie za wszelką cenę. Niejednokrotnie sami stawali się oprawcami. Zauważcie, że w literaturze i kinematografii wola życia nigdy nie dotyczyła Żydów. Do teraz.

 

Paula Wakuluk

Fot. Mat. Prasowe

 

Żubroffka, czyli perły i wieprze. Relacja z otwarcia

Można by pomyśleć, że w ciemnym kinie, po kryjomu, ocieramy łzy. Trochę z bólu. Kode9 zaczął tak, że świszczało w uszach, łomotało w potylicę, kręciło w żołądku. Nie wiadomo, czy skupić się na bicie (biciu?), czy na czarno-białym obrazie, co tam się na przeciwko poruszał nieco konwulsyjnie, nieco bezładnie. Po kilku minutach jednak, gdy mózg zrezygnował z dopasowywania muzyki do filmu, uspokajały się neurony. Robiło się coraz ciekawiej z minuty na minutę, bo taki jest Hitchcock. Ponieważ nigdy nie kręciły mnie, proszę wybaczyć, “Ptaki”, miałam mieszane uczucia, co do “Szantażu”. Kocham “Okno na podwórze”, lubię “Zawrót głowy”, ale niemy film z 1929 napawa niepewnością. O, ja człowiek małej wiary! Film jest absolutnie fascynujący i nawet dudnienie w uszach nie mogło tego zepsuć. Kode9 pewnie jest boski. Jest na pewno, ale jeśli każemy mu grać do Hitchcocka… Hmmm…
Kurtyna.
Milczenia.
Nie pamiętam jednak, czy kiedykolwiek byłam usatysfakcjonowana filmem z muzyką na żywo. Jestem widzem prostej konstrukcji, muzyka ma podkreślać obraz. Cóż za uwłaczające ograniczenie! Z drugiej jednak strony te hipnotyczne pętle, sample, trąbki i naiwne wokale, zupłenie oderwane od filmy , grające sobie tam bez uzasadnienia, nadały “Szantażowi” pewnego niepokoju i abrakadabry. Teraz, gdy myślę o tym filmie jestem w stanie uwierzyć, że wszystko było na swoim miejscu. Nóż i diament. Ten pierwszy istotną rolę pełnił w “Szantażu”, by pojawić się znowu w Midnight Shorts. A diamentem, jak się okazuje jest sam festiwal. Pozostańmy przy tej jubilerskiej retoryce i jeśli perłą był “Szantaż” to miał miejsce przed wieprzem. Midnight Shorts, które kazały tłumom z Forum wędrować do Zmiany Klimatu. Tam uraczono publikę blokiem krótkich filmów, które przekraczają granice dobrego smaku, sensu, absurdu i jakie nie tylko. Dla widzów o mocnych nerwach i olbrzymim dystansie. Może tym razem nie było pereł i diamentów na miarę “Pięści Jezusa”, morderczych choinek, czy takichże sklepowych wózków, ale short o konsekwencjach niesystematyczności w kupowaniu mleka do domu, kolaż o “lśnieniu fast foodów”, czy potwornie dobre fellatio w wykonaniu maszkary Gwillowa na długo zostaną w naszej pamięci.

Tymczasem pokazy konkursowe trwają, koncerty, panele dyskusyjne i wszystko co najlepsze dzieje się na Waszych oczach w Białymstoku. W weekend, gdy multipleksy nie proponują do popcornu żadnych filmów i to za pół ceny! co się szumnie zowie Świętem Kina, mamy prawdziwe święto. Za darmo filmy ambitne, offowe, dziwne i dużo. Bo krótkie.

 

Paula Wakuluk

“Służąca” estetycznej i erotycznej rozkoszy. Recenzja Pauli Wakuluk

O tym, jak nie zrozumiałam “Służącej”

Pociąg filmowy do Japonii, czy Korei jest gwarancją niebezpiecznej acz ekscytującej przeprawy. Od setek lat wybierany przez dziwadła i kurioza, niezmiennie wyczekiwany na oblężonych stacjach przez pasażerów żądnych wiedzy i niepojętych emocji. W ciasnym przedziale, siedzą naprzeciwko siebie, stykając się kolanami Zachód i Orient, patrzą sobie w oczy, milczą. Nie zrozumieją się nigdy, ale mogą się dotykać, próbować, ba! Nawet się w sobie zakochać. Albo uprawiać stosunek, co zdaje się uprawiają twórcy “Służącej”.
Nie odnalazłam w tym filmie tego, co widzą krytycy i recenzenci wszelkiej maści, jurorzy i specjaliści, reżyserzy i Quentin Tarantino. Gdyby Chann-wook Park zatrzymał się po Pierwszej Części swojego dzieła, zamyślił się, chwycił gumkę do ścierania, być może uniknąłby scen, które zamazały obraz. Tymczasem on zafiksował się na zupełnie innej gumce.

Znalezione obrazy dla zapytania ah-ga-ssi
To prawda, ta piękna w odbiorze historia nie jest opowiedziana, ona jest kaligrafowana. Jest misternie złożona, niczym najbardziej skomplikowane orgiami modułowe, element za elementem, zagięcie po zagięciu, formowana w szokującą całość. Z początkiem Drugiej Części otrzymujemy najcenniejszą filmową niespodziankę: wolność analizy poprzednich zdarzeń, przepyszną zamianę ról, odwrócenie perspektywy! Cóż z tego, jeśli po kilku minutach nam się to odbiera. Jakież było moje rozczarowanie, gdy szkatułka okazała się pusta. Wiedziałam już co będzie dalej, zatem cała Druga Część wydała mi się formalnością, a momentami nużącym nadużyciem, gdy zmysłowość i erotyka zamieniła się w perwersje i sprośności. Gdy subtelne obserwacje zamieniły się w chore fantazje niewyżytego dziada, kimkolwiek on jest: wujem, który psychicznie (i fizycznie) maltretuje siostrzenicę, czy Chan-wook Parkiem, który lubi obcinać ludziom kończyny, a i nie pogardzi kazirodztwem, sodomią i sadyzmem. Wybaczcie szczerość, ale nie mam nic przeciw poniewieraniu widza przez Hanekego, gdy psychologiczna męczarnia prowadzi do katharsis. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu narzędzi tortur dla efektu oraz siłowemu udowadnianiu, że pornografia, to sztuka.
Już w Pierwszej Części “Służącej” pojawiły się przecież mocne sceny erotyczne wystarczające, żeby uwierzyć w miłość kochanek. Jeśli ktoś próbuje tłumaczyć zwycięstwo uciemiężonej płci pięknej nad patriarchalnym modelem społeczeństwa Korei, łóżkową sceną lesbijską, to jest głupi.
Kolejne łóżkowe ośmiornicze zawijańce były celem samym w sobie. Pozbawionym symboliki i sensu. Sam seks.

Znalezione obrazy dla zapytania ah-ga-ssiTe dwie kobiety, służąca i jej pani nawiązały jedną z piękniejszych filmowych relacji, właśnie dlatego, że na ekranie pokazały uczucie prawdziwe. Nie wolno mi zdradzać fabuły, chociaż sami się przekonacie, że zdrada zdrady, nie jest zdradą. I nie będę więcej opowiadać, dodam tylko, że Tae-ri Kim i Min-hie Kim stworzyły namiętny duet, który przywodzi mi na myśl „Życie Adeli”. Zresztą we francuskiej opowieści młode aktorki też odgrywały wielominutowe sceny cunnilingus i też nieistotne dla całości.
Naiwność Drugiej Części “Służącej”, pustka i desperacja Trzeciej, sprawiły, że pięknie zapowiadający się film okazał się snem zwyrodnialca. I teraz nie dziwi, dlaczego Tarantino odłożył przybory, dlaczego powiedział, że Park nakręcił bardziej tarantinowski od jego wszystkich filmów. Bo Park chwycił sedno, zanim oczy przysłoniły krocza, zanim ugrzęzło w kadrach wulgarnej Kamasutry, zanim zalepił miłość wydzielinami pierwotnych popędów śmierci i seksualności, które manierycznie usprawiedliwia się wciąż eleganckim anturażem, literaturą i … takimi filmami.

 

Ale zobaczyć to warto.

Paula Wakuluk

Fot. Materiały prasowe

Idź do kina! – Kino Oddycha poleca

Jesień nas rozpieszcza. Październik uderzył po oczach kolorami szarych sztalug Beksińskiego i płomieniem gaszącym wyobraźnię w “Wołyniu” (już ponad milion widzów). Od piątku w kinach, tym razem listopadowe kryształki. Mgłą kolorowych światów nierzeczywistych oczy zasnuje “Za niebieskimi drzwiami”. To nie jest kino wybitne, ale film dla młodzieży wyjątkowy. Raz, elementy horroru przerażają, dwa, zaczarowana kraina tonie w efektach specjalnych, miasto ukryte za niebieskimi drzwiami nie tylko przypomina wizje Yerki, ale zakład krawiecki, nazwany Krwawiec, zwala z nóg. Pandora z “Avatara” to to nie jest, ale, znów muszę to powiedzieć, jak na polskie warunki, jest naprawdę dobrze.
Znalezione obrazy dla zapytania za niebieskimi drzwiami
Niedobrze się robi patrząc na wizję wojny Mela Gibsona, czyli po raz kolejny tej jesieni możemy przekonać się, że wojna to piekło. Minęły czasy bohaterów, romantycznej miłości panien zostawionych przez dzielnych mężczyzn, czystych mundurów i takichże idei. Wojna to szczury, krew, flaki i latające kończyny. Mel Gibson prowadzi swoją rewizję, pokazując, że nie jest zwycięzcą ten, co ginie w imię ojczyzny, tylko ten, co ratuje ludzkie życie. “Przełęcz Ocalonych” to kino wojenne najwyższej próby, a przy okazji Gibson udowadnia, że jeśli powstaje najlepsza w kinematografii scena batalistyczna, on na pewno zaraz robi lepszą.
Znalezione obrazy dla zapytania przełęcz ocalonych
Do zobaczenia jeszcze “Jestem mordercą”, “Służąca” w kinie Forum, “Ja, Daniel Blake” w Kinie Konesera i “Światło między oceanami” w Kinie Kobiet. Każdą porę roku można spędzić w kinie, ale całe szczęście mamy jesień :)
 
 
Paula Wakuluk
fot. mat. prasowe

“Nerve” w kinach – recenzja Pauli Wakuluk

Przeszło Wam przez głowę, że Wasze zdjęcia z wakacji na tle Wieży Eiffla, Wasze śpiewanie do kamerki samochodowej, Wasze dzieci na profesjonalnej sesji, Wasze fotografie z dyplomem magistra, Wasze zdjęcia z koncertów i czilu przy grillu są z poprzedniej epoki?
Czy wiecie, że my, pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków jesteśmy januszami Facebooka? A już na pewno Snapa i Insta? Jesteśmy archaiczni i śmieszni dla młodszych o połowę dzieciaków, które patrzą na nasze rozterki dotyczące podziału na świat realny i wirtualny, jak my patrzyliśmy na babcię, która rozmawiała z postaciami z telewizora. Serio.
Nasze dzieci urodziły się w świecie szczelnie opatulonym przez internetową sieć, która wrosła w Matkę Ziemię i nie starają się Internetu oderwać od “prawdziwego życia” bo on jest jego integralną częścią. 

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie

W filmie “Nerve” podglądamy młodzież, która zrobi wszystko, żeby skupić na sobie uwagę i to jest nihil novi sub sole. Wszyscy potrzebujemy uwagi i każde pokolenie tworzy coraz to nowe sposoby na jej osiągnięcie. Jak? Przekraczając granice naturalnie. Ktoś wymyślił awangardę, ktoś abstrakcję, ktoś się rozebrał na scenie, ktoś inny wylizał mikrofon, a ktoś kogoś innego i wrzucił to do netu. Możemy załamywać ręce nad stopniem demoralizacji młodzieży, tak jak nasi rodzice załamywali je nad nami. Możemy (obiektywnie) oceniać, że granice zostały przekroczone w stopniu ostatecznym, bo w każdej chwili ktoś emituje swój stosunek seksualny na żywo gdzieś w Internecie, ale gdzieś ktoś też transmituje swoją albo czyjąś śmierć. Ale ruszyła maszyna.
Trudno opisywać “Nerve” bez analizy socjologicznej, nawet jeśli nie jest to kino ambitne, które w umiejętny sposób wyrywa nam dziurę w mózgu, jak “Benny’s Video” Hanekego. Ale ostatecznie przestrzega przed zwyrodnieniem powodowanym nowymi mediami. Zastanawiamy się, co jeszcze zrobią nasi bohaterowie, by inni śledzili ich w grze pt.Nerve.

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie

Film jest ekscytujący, łatwy i ładny. Traktuje o szalonym życiu na krawędzi, o tym, jak ekstremalnie silnych wrażeń potrzebuje młodzież i o tym, że podstawowe relacje i emocje są niezmienne od kilkudziesięciu lat. No, przynajmniej w filmach, które oglądała pani reżyser Jessica Sharzer. To wciąż działa: ktoś kogoś kocha, ktoś nie, ktoś się z kimś przyjaźni a potem kłóci. Przyjaciółkami jest się dziś tak długo, jak długo ta druga nie dostanie więcej lajków. W zemście najlepiej przespać się z platoniczną miłością byłej już przecież przyjaciółki. Ta zagrywka już nikogo nie gorszy, gorszy jest tylko owczy pęd za uznaniem w Sieci. Można się obnażyć albo rozebrać. Można kraść i kochać. Dla polubień! Chłopak imieniem Ty, uzależniony od adrenaliny post cyber punk z procesorem zamiast serca gotów zabić dla pierwszego miejsca na liście ulubionych graczy w systemie Nerve.
Szkoda, że twórcy wmieszali w ten system pieniądze, bo to zakrzywia obraz rzeczywistości wirtualnej. Bo dzieciaki nie potrzebują pieniędzy, żeby wykonywać te wszystkie absurdalne zadania. Nikt Wam przecież nie płaci za to, że długie godziny spędzacie poszukując Pokemonów, co nie? Ktoś Wam odda stracony czas?

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie
Oddać może Wam cześć tysiąc Waszych followersów. Nowy Cezar, który gdy opuści kciuk, skazuje cię na śmierć. A dla kciuka w górę ryzykuje się życie – zacięcie pedagogiczne w filmie wybrzmiewa w co drugiej scenie, żeby wystawić sobie marną notę zakończeniem rodem z lat 90. Bo kogo dzisiaj poruszy wyklad o tym, że w sieci nie jesteśmy anonimowi? Przez to zakończenie Sharzer ostatecznie zdemaskowała swoją ignorancję w kwestii zaburzenia psychicznego krótko zwanego “social media”. “Nerve” nie sprawi, że następnym razem piętnastolatka zastanowi się, czy warto pokazywać biust w Internecie. Dzieciaki wciąż będą z lubością zaplątywały się w sieci z mózgiem pełnym haczyków, zarzuconych przez dorosłych specjalistów od programowania coraz to nowych rozrywek.
Co paradoksalne, film trzyma w napięciu najbardziej podczas dramatycznych wyzwań, jak chodzenie po drabinie rozciągniętej pomiędzy wieżowcami na wysokosci 10 piętra. O ironio, sceny zapierają dech w piersiach i sami jesteśmy na tej szalonej wysokości, a serce wali na cała salę kinową.
To jeszcze nie jest fimowa psychoanaliza, na która czekamy. Ale warto sprawdzić, jak kinematografia zyskuje nowego demona, jak powoli w cywilizacji zachodnioatlantyckiej rodzi się nowa obsesja. Szkoda, że twórcy nie przypomnieli na koniec że autentyczna bliskość nie rodzi się z adrenaliny i setek tysięcy lajków, tylko z… prawdziwej bliskości. To ostatnie zrozumieją tylko staroświeccy użytkownicy Facebooka.