Archiwa tagu: paula wakuluk

Kino Oddycha poleca: “To” nie jest to.

“To” balansuje na granicy paranoicznej autoironii i śmiertelnej powagi. Klaun naprawdę jest mistrzem swojego planu, jednak nie jest pożeraczem scen. Trochę błaznuje, trochę tumani przestrasza, choć w tej swojej straszności jest albo śmieszny albo nieco… przestarzały. To horror pełen widziadeł rodem z gabinetu strachów z wesołego miasteczka. Zgoda, to jest dzisiejsze wesołe miasteczko, okropniejsze niż te, które pamiętamy z lat 90. i może wywoaływać dreszcze, ale kto by poważnie traktował kukły dzisiaj w dobie Jamesa Wana czy innego Orena Peliego. No chyba, że dzieci. I właśnie dzieci nakręcają tę chorą pozytywkę, w rytm melodii której tańcują straszydła: zombiaki, upiory, leje się krew gęsta i mazista po ścianach i opłotkach. I dzieciaki są siłą napędową “To”. Nie da się uniknąć skojarzenia ze “Stranger Things” nie tylko dlatego, że to grupka małolatów, co odkrywa tajemnicę i samodzielnie stawia czoła złu, ale też dlatego, że rzecz dzieje się w latach osiemdziesiątych i te ich wyblakłe koszulki, rowery, krótkofalówki, a przede wszystkim zabawy na powietrzu z wszelkim ich dobrodziejstwem, które pamiętamy MY – dzisiejsi trzydziestolatkowie! (Tak, to jest target serialu “Stranger Things”)

Znalezione obrazy dla zapytania it

To dlatego nasz Pennywise ze swoim czerwonym balonikiem, staje się już tylko wisienką na torcie. Na wielkim śmietanowym przekładańcu przepysznie napisanych postaci i dialogów. TO dzieciaki spisały się wyśmienicie! Bez zarzutu działa tu młodzieńcza chemia, fizyka, a przede wszystkim nieposkromiona wyobraźnia. Każdy nasz mały bohater rozwija się przed nami wystarczająco, żebyśmy zdążyli z każdym się zaprzyjaźnić i każdego zrozumieć. Twórcy dorzucili rodzynki w postaci codziennej niesprawiedliwości, która spotyka trzynastolatków na każdym kroku, pamiętacie? Znęcanie się przez starszych chuliganów i nieodwzajemniona miłość!?

Podobny obraz

Jednocześnie zachowane zostają zasady gatunku rodem z “Władcy Much” z grubaskiem, jako niedocenionym głosem rozsądku na czele (przychodzą na myśl “Królowie Lata”, “Dope” “Stań przy mnie” – też z resztą na podstawie Kinga i wiele innych). To co dzieje się między młodymi bohaterami zasługuje na najwyższą ocenę! To co dzieje się w chwilach, gdy powinna pojawić się groza, to NIE jest TO. Jest tu wszystko, co w Kingu najlepsze i najgorsze jednocześnie. Cudowna historia lata, którą być może każdy zna i każdy chce do niej wrócić i dziwolągi, na których zna się tylko King i koneserzy… dziwolągów.

PS 

Reżyseria Andres Muschietti, scenariusz Dauberman/ Palmer/ Fukunaga. Bo wszyscy tylko ten King i King.

 

Paula Wakuluk

fot. materiały prasowe

Planeta Małp – najlepsza wakacyjna destynacja. Recenzja Pauli Wakuluk

“Wojna o Planetę Małp” reż. Matt Reeveshome_20170706_213035_52352311

To jest film Cezara. (To pewnie dlatego zajmuje całą powierzchnię plakatu reklamowego. Co tam robi dziewięcioletnia córka człowieka zatem? Łatwo się domyślić, ale o tym później.) To jest też wojna Cezara, którą toczy z nienawiścią, wojna, którą wewnątrz toczy każdy poszukujący zemsty (właśnie, zemsta jest cechą skrajnie ludzką, bo kto widział, żeby zwierzę szukało zemsty). Wojnę toczy ludzkość, która zdemoralizowana chce już tylko przetrwać i chwilowo ma przewagę nad wrogiem, ale wszyscy wiemy, że pęd do życia to jedno, a dążenie do śmierci wroga, to drugie. I jeśli tym drugim zaślepiony jest Pułkownik (całkiem dziś średni Woody Harrelson), to marność nad marnościami spotka los człowieczy.


🎬SPOILER ALERT
Pułkownik bełkocze coś jeszcze o poświęceniu życia swojego syna w celu wybawienia ludzkości, wymachuje krucyfiksem i zaspokaja próżność, upajając się codzienną poranną, niemal paradną musztrą swoich żołnierzy zabijaków. Oto człowiek na planecie Małp.

0006PWV7JPWGLK2M-C122

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aha, jest jeszcze dziewczynka, uosobienie piękna Człowieczeństwa zarezerwowanego dotąd dla zwierząt. Taka ludzka perełka odnajdzie swoje miejsce pośród kochanych małp i zostanie z nimi na zawsze. To miłe, tylko do czego prowadzi taki mariaż? Drżę na myśl o kolejnej części. Nie kibicowałam małpokalipsie, bo bez względu na to, kto rozpętał wojnę (Koba pojawia się w snach Cezara i są to bardzo ładne widzenia), toczy się ona o przetrwanie. Każdy chce żyć. Źli ludzie i złe małpy. (BTW Zła Małpa to najpiękniejszy od czasów Goluma i Zgredka humorystyczny epizod blockbusterowy. Spełnia wszystkie wymogi maskotki u boku prawdziwych bohaterów, Zła Małpa jest tchórzliwa, ma dobre serce i wielkie oczy.) Zauważcie, że osły (małpy zdrajcy) też nie do końca wiedziały komu kibicować. Gdy patrzysz, jak giną twoi bracia, zawsze poczujesz zew, a przynajmniej zrobi ci się wcześniej, czy później trochę smutno. Bezduszni ludzie i nad wyraz uduchowione małpy. I nad wyraz rozumne. Jak słusznie zauważy Pułkownik: zabieracie nam to, co czyni nas ludźmi, dlatego wygracie tę wojnę. Cezar prawie stracił, to co ludzkie (małpie?), ale małpy nigdy nie straciły wiary w Cezara. Czy my tracimy wiarę w ludzkość? 

DDBT-yXXcAAtzY1.jpg-large

To jest wojna Cezara, szympansa, na którego patrzy się z podziwem, jak na człowieka. Ta część małpiej trylogii jest bardziej refleksyjna, mroczna, powolna, im bardziej oddalona od ludzi, tym im bliższa. Im bardziej zdehumanizowany jest człowiek, tym więcej odnajdujemy człowieczeństwa w zwierzęciu. Andy Serkis, który wcielił się w rolę najważniejszej małpy a.d. 2017 stał się cezarem cyfrowych postaci współczesnego kina. Brawo! A co do kontynuacji filmu…? Będzie, bo przecież Cezar rzekł: “Mam cię Afryko!” Po zimowej scenerii u progu wiosny, przyjdzie czas na pustynne dzikości oswojonych z planetą małp. To ja czekam na western.

Paula Wakuluk

fot. mat. prasowe

13 powodów, dla których serial nigdy nie będzie jak film. Paula Wakuluk Kino Oddycha

Wielcy świata filmu coraz częściej ośmielają się gloryfikować serial. Nie. Ośmielają się to złe słowo. Dziś serial, jak disco-polo nikogo nie żenuje. Ok, Hollywood płaci potężne pieniądze, żeby rozciągnięty do granic pojmowania śmiertelnika film wyglądał imponująco. Zatrudnia największe gwiazdy przed i za kamerą, a epickość obrazu ma, niekiedy niespotykany w filmach, rozmach. Sama Holland agituje za vipowskim miejscem dla serialu w kinematografii, mówiąc, że na festiwalach powinien stać tuż obok filmu. Czemu serial jest taki świetny, według twórców? Odpowiedzią i sztandarowym argument – czas. Czas na rozbudowanie postaci, czas na metamorfozę bohatera, czas na przemianę wszystkich innych ośmiu bohaterów, czas na podmianę postaci i wreszcie czas zupełnie nieprzewidzianą śmierć waszej ulubionej postaci, do której byście się tak nie przywiązali, gdyby nie pojawiła się w szesnastu poprzednich odcinkach przecież. Sami widzicie. Czas, najlepszy przyjaciel twórców seriali. Według mnie jednak czas twój wróg!

Znalezione obrazy dla zapytania gra o tron jon snow

fot. mat. prasowe

Sztuką jest przywiązać widza do bohatera w minutę. W dziesięć, skonstruować akcję tak, by nawet najtęższe głowy nie przewidziały czym się skończy i subtelnie mylić wątki z premedytacją wodzić za nos, by na koniec usadzić odbiorcę w błogiej satysfakcji, bądź obnażyć jego niecne pragnienia i zostawić z poczuciem winy na napisach końcowych. Zdarzyło się w serialu? Nie. Bo czas. Fałszywy przyjaciel serialistów.

Najpoważniejsze tuzy współczesnego kina gubią się mając do dyspozycji 100 minut, kto nie zgubi się, mając ich 1000? Gdy każdy odcinek reżyseruje inne wielkie nazwisko? Ten Fincher, ten Lynch, ten Schumacher i tak dalej. Dziury. Gigantyczne czarne dziury, pustka pożerająca esencję, połykająca całe nasze psychiczne zaangażowanie w jednej chwili wielkiej wpadki. Z czasem pojawia się coraz więcej tautologii, błędów logicznych, absurdalnych przemian postaci, aż historia zatacza koło, zjada własny ogon, wali głową w mur. Niech ktoś zaprzeczy, że to samo nie przytrafiło się najwybitniejszemu serialowi wszech czasów „Twin Peaks”. Ostatnie odcinki drugiej serii były zwyczajnie durne, wymykając się subtelnej grotesce, zderzyły się z niewybredną potrzebą mas. Nie ma wśród dzisiejszych seriali tak ambitnego tytułu, że mógłby konkurować ze średnioambitnym filmem. Wyobrażacie sobie Państwo „Młodego Papieża” skondensowanego do 120 minut? EKSTRAKT. Najsmaczniejszy film Sorrentino może jeszcze piękniejszy i jeszcze większy, niż „Wielkie Piękno”. Jeżeli muszę wybierać, to skłaniam się przyznać, że to serial o największej wartości nie tylko estetycznej, ale też moralnej, bo morał jest sednem sztuki. Wciąż jednak drobne nonsensy ciągną się po pięknych kadrach a wywar rozpływa się między odcinkami.

Znalezione obrazy dla zapytania młody papież

fot. mat. prasowe

Bynajmniej znakomitą, większość seriali cechuje zarówno dziś i zawsze rodzaj zakamuflowanej płycizny. Kiedyś serial kręciło się wokół nieustannej zdrady, mezaliansów, kazirodczych zapędów nie tylko bohaterów „Mody na Sukces”. Tylko miłosne kamienne kręgi interesować miały ludzkość.  Czasem zdarzała się tradycyjna rodzina (patrz Państwo Walsh z BH 90210), ale nigdy o takiej nie powstał serial  Poszukajmy więc miłości w serialu. Nie przypominam sobie, żeby ktoś z „Gry o tron” kochał czule i wiernie (Samwell Tarly może? Chociaż z czasem…). Nie przypominam sobie, żeby ci, którzy zachowali pozory staroświeckiej komórki społecznej pod tytułem „rodzina” dotrwali do drugiego sezonu. Wartości, które niosą seriale są antywartościami. Dziś sednem namiętności jest seks i władza.

A bohaterowie? Doktor House.  Genialny doktor medycyny leczy ciała pacjentów, ale rani dusze i umysły bliskich. Frank Underwood wyrafinowany polityk, ale morderca, który powinien siedzieć. Podwójne dożywocie. A Hannah Baker i jej koledzy to stereotypowa ćwierćinteligentna młodzież z Ameryki, której nikomu nawet nie jest ich żal. O to chodzi? Na takich ludzi mamy potrzeć przez długie godziny naszego życia? Z nimi mamy się utożsamiać?  

Znalezione obrazy dla zapytania dr house

fot. mat. prasowe

Przemysł serialowy to złota kura, wydziobująca z naszych mózgów. Wydziobująca wymagania. Pozostajemy  z przejmującym uczuciem „co będzie dalej”, niezdrową potrzebą wydobycia kolejnego czipsa z paczki. Wiemy dobrze, że smak będzie dokładnie ten sam, jak poprzednio: sól i tłuszcz, ale przyjemność chrupania chorobliwie uzależniająca. Ostatecznie każdy odcinek jest przecież identyczny. Zero wartości odżywczych, zero nowych doznań smakowych. Pustka taniego intensywnego smaku.

Prawdopodobnie chcielibyście wrócić do tej niejednoznaczności bohaterów.  Pewnie myślicie, że ich moc tkwi w wielowymiarowości i psychologicznej złożoności, a to krok milowy charakterystyki postaci całej kinematografii.

Nie. Zauważcie, że nasi bohaterowie nie są złożeni, tylko źli.

To łotry, szuje i bawidamki. To kondensacja cech charakterystycznych umysłom wybitnym z tymi, które właściwe są dla ludzi małych, dotąd pozostawionych na marginesie społecznym i każdym innym marginesie. Relatywizm moralny i hedonizm etyczny. Oto nowa droga, którą wyznaczają nam seriale. Równia pochyła, która przykuwa nasze oczy do monitora, przygniata nasze karki i rozmiękcza kręgosłupy. To samo jest w kinie, powiecie. Nie jest. Jeśli nie wybieramy sobie z rozmysłem ambitnego repertuaru, to rzeczywiście sieciówki nie traktują nas, jak Homo Sapiens Sapiens i proponują raczej rozrywkę niż moralne niepokoje. Ale nie traktują nas też jak Homo Erectus. Z naciskiem na erectus, bo tak traktuje nas serial. Pod przykrywką ambitnej alternatywy.

 

Paula Wakuluk

Majówka z kasetami video. Paula Wakuluk poleca filmy

radclifeCo obejrzeć w majówkę?

Co prawda się przejaśnia, ale należy być konsekwentnym. Majówka miała być zimna i deszczowa i tego się trzymajmy. Nie wychodźmy z domu i oglądajmy filmy.

Proponuję zacząć od „Człowiek – scyzoryk”. Można włączyć sobie w kuchni, przy okazji obierać ziemniaki albo miesić ciasto. No pod warunkiem, że nie jesteście obrzydliwi. To znaczy znosicie z godnością pierdy i nie odwracacie oczu na widok człowieka, który ciągnie trupa. Albo tuli. Albo całuje. Albo dotyka w intymne miejsca. Przez cały film. I jeszcze z nim gada, a ten mu odpowiada. Na tyle na ile może mówić naturalnie, bo szczęku mu już zwisa, jak to u trupa. Rolę zwłok brawurowo odgrywa Daniel Radcliffe. Tak, rola życia to doskonałe określenie tego co wyczynia martwy dorosły Harry Potter. Partneruje mu Paul Dano, jako poczciwy chłopaczek, którego nikt nie lubi, bo jest nie tylko brzydki, ale na litość Boską, ciąga trupa! Są podstawy, żeby unikać takiego ziomka, ludzie to wiedzą, dlatego Hank jest samotny i też chciałby być trupem. To jest przepysznie zagrany film i łakomy kąsek, dla tych co lubują się we wszelkiej oryginalności popadającej już w słodki absurd. Odważny, oryginalny, obleśny i raczej o niczym. Oczywiście możecie znaleźć tu historię samoakceptacji i podróż ku zrozumieniu własnego ja, ale będzie to raczej rodzynka w serniku, niż wisienka na torcie. Ale! Znać film Kwana i Scheinerta trzeba. Nie koniecznie obejrzeć cały, jest bowiem pewien poziom przyzwoitości, którego przekraczać ludzie kulturalni nie powinni, ale zapoznać się z nieokiełznaną fantazją debiutujących scenarzystów i reżyserów oraz przekonać się na własne oczy, jak film staje się sprawą dosłownie gównianą.

Znalezione obrazy dla zapytania człowiek scyzoryk

“Człowiek scyzoryk” fot. youtube

Większego skupienia wymaga „Nauczycielka”. Losy kolejnych rodziców wplątanych w podejrzaną grę  podlegającej regule wzajemności, odkrywane są po kolei, na zasadzie retrospekcji. Nauczycielka (świetna Zuzanna Maurery) ma twarz anioła, to matka w naszym drugim domu, w szkole. Co takiego mogła zrobić ta złota kobieta, że zwołano nadzwyczajne zebranie rodziców, bo niektórzy chcą by odeszła? A co ty byś zrobił, żeby twojego dziecko odebrało solidne wykształcenie? No dobra, żeby miało dobre oceny. Świadectwo z paskiem. Drobna przysługa to chyba nie jest wygórowana cena? Słono zapłacimy jednak przetrąconym kręgosłupem, nękającym sumieniem, permanentnym, niewygodnym przecież poczuciem terroru. To były czasy pięknych tapet i dostojnych plakatów propagandowych. Wszystkiego brakowało i trzeba było sobie pomagać. W którym momencie jednak zaczyna się granica? Jak dużo może władza? O słodka Czechosłowacjo epoki słusznie minionej. Czy na pewno minionej? Obejrzyjcie „Nauczycielkę”, a później rozejrzyjcie się wokół. I jak?

Znalezione obrazy dla zapytania nauczycielka ucitelka

“Nauczycielka” fot. mat. prasowe

Słońce zajdzie dziś o 19:56, czas na horror. No dobrze, nie każdy lubi, więc chociaż thriller: „Split”. Obłędny James Mc Avoy. Wysokie napięcie, zwroty akcji na swoim miejscu, parada postaci i tajemnica. Krew oczywiście też, ale z rozsądkiem. A dla koneserów kina gatunkowego „Zło we mnie”, chociaż wolę oryginalny tytuł „February” (sic!). Kolejny w naszej majowej kolekcji film zagrany, jak z nut. Aplauz dla Emmy Roberts!  To nie jest horror w stylu Jamesa Wana, co jest plusem. To jest horror w stylu „It follows” i jeszcze lepszy! To jest horror w naszych głowach, który dzieje się wolno, gęstnieje z minuty na minutę, sztywnieją nam zmysły, nie możemy się ruszać, a przecież nic się nie dzieje. No niby jakiś szatan być może, jakieś morderstwo we flashabackach. Ale żadnych krzyków, strachów, noży, krwi. Tylko groza. Niepowtarzalny, smolisty klimat. Olbrzymi kawał dobrego kina. Najlepsze co ostatnio widziałam, a widziałam parę dobrych filmów. No dobra, jeśli już wyjdziecie z domu, to idźcie na Wiosnę Filmów. Szczególnie polecam “Aquarius”.

Znalezione obrazy dla zapytania february movie

“Zło we mnie”, fot. mat. prasowe

Deszczowej majówki <3

Paula Wakuluk

 

 

 

Byle jaki pociąg do “Trainspotting 2” – recenzja Pauli Wakuluk

Dobra, Dany Boyle jest sentymentalny, chciałby odzyskać uczucie pierwszorazowości, czyli cofa się o te 20 lat, przypomina sobie, jak smakowało za pierwszym razem “Trainspotting” i próbuje odtworzyć ten strzał. I strzela. W dziesiątkę, jak złoto!

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting 2

Nie, nic nie smakuje, jak za pierwszym razem. Mam wrażenie, że panowie od “Trainspotting 2” dobrze to wiedzą i mają pełną świadomość swoich opatrzonych gąb i gąbczastych  ramion. Chłoną za to swoją przebytą młodość i zioną nowym życiem. Uczepiła się  widownia i wierni, że uczepił się Boyle jedynki, stępionej brzytwy, że nostalgia, że “choose powrót”, że pointa jedynki poszła na marne, a 20 lat poszło w proch, w prochy. A wcale że nie. T2 jest oddzielnym filmem, bez ambicji kultowości, bez pretensji do tronu! Dobrym, świetnym, mądrym i z tym kampowym cięciem, z tym video-rozmachem, błyskawiczną akcją i błyskotliwym morałem. Albo moralnym niepokojem. Proszę przestać powtarzać, że akcja filmu rozpoczyna się w tym samym miejscu, że zastaliśmy koleżków na starych śmieciach, nie! Oni zostali przyłapani w tym samym miejscu! Ponieważ tak się złożyło, że Renton wrócił do miasta, Begbie wyskoczył z więzienia, SickBoy wciąż tu jest, choć trochę na uboczu, a Spud też jeszcze się nie zaćpał, ale o mały włos. Tak się złożyło i to spotkanie po latach, to jest historia, którą warto wzbogacić szczyptą efedryny i rozpuścić w żyłach uzależnionych od “Trainspottingu” dzieciaków. Dla tych, którzy jako nastolatkowie nigdy niczego podobnego nie widzieli i, którzy do dziś wierzą, że heroina jest lepsza niż orgazm.

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting

Dzisiejsi 30 i 40 latkowie, co u was? Przyszliście do kina? I co tam macie? Zostały wam po młodości: facebook na co dzień, kino i balet na mieście w weekend, wolne na święta i wakacje, jak Bóg da w lipcu? Nie macie (już) rodziny, nie macie (telefonu do) rodziców, nie macie pieniędzy, nie macie przyjaciół. Rozejrzyjcie się wokół. T2 przypomina, że nie macie życia: chose life. Wybraliście źle, daliście się nabrać. Popadliście w konsumpcję pustki, robicie to samo, co ćpuny z brudnych mieszkań, tylko, że w czystych, macie tyle samo, tylko czujecie się lepsi.  Jedyne, co wam zostało, to wspomnienia, atrapa młodości w wysportowanym ciele, bo każą wam biegać przecież maratony, to biegacie, choose maraton. Choose life, fasada fantazji, powrót do przeszłości, permanentne dążenie do przeszłości w permanentnej ucieczce od dojrzałości. Nie macie wrażenia, że Boyle na haczyk nabił naszą próżność? Przypomniał “Trainspotting” po 20 latach i wszyscy poszliśmy, jak stado owiec, żeby poczuć się znów jak po pierwszym strzale. A figa! Było minęło, nie ma. Było trzeba korzystać, gdy trwało, skończyło się, skoczyliście z niczym. Nara.

Podobny obraz

Ale dopiero, gdy oddzielimy od siebie te dwa filmy na dwie kreseczki, to mamy komplet. Dwójka kopie tak samo, jak jedynka, tylko nie po twarzy, a po mózgu. Pomyśl, choose myślenie. Włącz myślenie, zaszczep w sobie pożądanie mądrości, bo życie cię wystawi. Już wystawiło. T2 jest świetny bo ma szkocki akcent, dowcipne dialogi i najzabawniejszą scenę Anno Domini 2017 (na karaoke uśmiałam się do łez, gorąco polecam). Wolałabym, żeby Rentona zadźgał Begbie na przykład, a Bułgarka przepadła (świetna postać rozgrywająca relacje Sick Boya i Rentona), ale rozwiązanie filmu jest zupełnie nie po mojej myśli oraz jest słabe w związku z tym. Nieprawdziwe, skończenie naciągane i niesensacyjne. Szkoda, ale może takie jest życie. Choose T2.

 

Paula Wakuluk

Luty Maj Love, czyli o miłości w filmach nie o miłości – Paula Wakuluk

 

10 typów miłości w filmach nie o miłości

Znalezione obrazy dla zapytania romeo i julia

  1. Trzeba zacząć od Romeo i Julii Baza Luhrmana, który jest filmem w dużej mierze i filmem nie tylko o miłości, ale o Miłości nawet. Dlaczego “para kochanków przez gwiazdy przeklęta” stanowi kanwę, niewyczerpalne źródło, oś kolejnych obracających się wokół młodzieńczeńczej buntowniczej miłości historii? Czy miłość tych dwojga z niezmienną siłą rozpala wyobraźnię ludzką od pół tysiąca lat przez biblijny motyw zakazanego owocu? Myślę, że nie (w szkole już miałabym dwóję): Romeo i Julia zakochali się w sobie nie wiedząc przecież, że pochodzą ze zwaśnionych rodów. Nie buntowali się przeciw rodzicom, marzyli by zakończyć ten spór tą swoją nagłą miłością. To nie zakazany owoc wygonił ich z raju tylko miłość właśnie, dla której gotowi byli nie tylko umrzeć nawet dzisiaj, ale przede wszystkim być ze sobą do końca życia. Spotkali się, powzdychali do Księżyca i zdecydowali przytomnie, że oto czas na ślub. Romeo porzucił wszystko, w co wierzył, co dotąd poznał, o czym wiedział i od teraz liczyła się tylko Julia. Kobieta, która kochała, jak żadna w historii literatury (i filmu co za tym idzie): “Daj mi Romea, a po jego zgonie, rozsyp go w gwiazdki, a niebo zapłonie tak, że się cały świat w tobie zakocha i czci odmówi Słońcu”. Znalezione obrazy dla zapytania piku
  2. W poszukiwaniu miłości nieskalanej trzeba przemierzyć tysiące kilometrów taśmy filmowej, bo kino, a później literatura, tak zwana sztuka współczesna, popkultura nie uznają dziś już splotu dusz. Mają się splatać ciała, a nie jakieś niewidzialne energie, nawet nie neurony. Znalazłam “Dumę i Uprzedzenie” Joe Wright i bollywoodzkie “Piku”. Oba łączy spokój uniesienia, subtelność rozciągania serdecznej nici  pomiędzy kobietą, a mężczyzną. To nawet Romeo i Julia się pocałowali! Elizabeth i Piku były rozważne, ale też szalenie romantyczne właśnie dlatego, że posługując się współczesną nomenklaturą, nie były łatwe. Być może nieco poza kontrolą, może wbrew sobie, a może podświadomie dążyły do wypełnienia pewnej, nieznanej dzisiejszym dziewczętom zasady: najpierw mnie pokochaj. Staroświeckie, zobacz moją nagą duszę, zanim odważę się pokazać ci ciało. Dorzucam do tych idealizmów Trinity i Neo (chociaż nie jestem pewna, że ona nie poleciała na jego status Wybrańca) oraz bajkowy motyw pocałunku wracającego życie z “Matrixa” Znalezione obrazy dla zapytania tylko kochankowie przeżyją
  3. I żyli długo i szczęśliwie. Czy to zdanie wciąż zamyka bajki? Czy w czasach, gdy co czwarte małżeństwo się rozwodzi, stało się nadużyciem i usunięto je przez wzgląd na poprawność polityczną (sic)? Najczęściej rozwodzimy się po 9 latach małżeństwa, podobnie często po 4 latach. Wypadamy bladziutko na tle pokolenia naszych heroicznych rodziców, ale spójrzcie na naszych dziadków albo na Adama i Eve z “Tylko kochankowie przeżyją” Jima Jarmuscha. Oni są ze sobą przynajmniej od 500 lat, a może dłużej i wciąż kochają się do szaleństwa. Dlatego przeżyli. Czyli dlaczego? Co trzeba zrobić, żeby kochać się przez całe wieki? Spełnianie swoich marzeń, nawet jeśli to wiąże się z chwilową rozłąką z drugą połówką oraz transfuzja krwi,  w tym przypadku były szalenie pomocne. Co jeszcze czyni związek szczęśliwym? Jim Jarmusch ponownie nadciąga z pomocą w “Patersonie”. Codziennie wracasz do tej samej dziewczyny, w tym samym domu i o tej samej godzinie wyprowadzasz tego samego psa? Pamiętaj, że na każde z tych rutynowych działań, składa się z elementów, które nigdy wcześniej się nie powtórzyły, a jeśli chcesz, odnajdziesz piękno w pudełku zapałek. Tak się robi “długo i szczęśliwie”Znalezione obrazy dla zapytania once
  4. Ile razy w życiu można się zakochać? Odpowiedź jest w tytule filmu “Once”. Słowa piosenek, które ona śpiewała, jego muzyka, poezja, taka chwila w życiu… Jej mąż został w kraju, gdy ona jest tutaj, na emigracji samotna i poznaje kogoś… Okej, fascynacja. Ale czy to znaczy, że przestała kochać swojego, najwspanialszego na świecie… do dziś, męża? Jedni mówią, że gdy zakochałeś się w kimś innym, natychmiast przestałeś kochać tego pierwszego. Odwiedził cię przypadkowy gość, piękny umysł, który ma z Twoim moc elementów wspólnych, gdy mąż, z którym masz dwoje dzieci, powiedział, że cię kocha tylko raz w życiu, na waszym ślubie. Jest miły i dobry, ale ten który teraz zaprząta twoje myśli, jest TYM JEDYNYM. “Co się wydarzyło w Madison Couty” i pytanie, które nigdy nie znajdzie odpowiedzi: co wybrać. Bezpieczeństwo, wierność i wiadomą, czy spróbować rozwiązać kolejne równanie w szale namiętności. Niektórzy wybierają oba: odchodzą i wracają.Znalezione obrazy dla zapytania closer quotes
  5. Albo po prostu zdradzają, co jest najpopularniejszą opcją rzeczywistości, ale w kinie jest już trochę passe. W ekranizacji pasjonującego dramatu Patricka Marbera “Closer” piękne twarze Roberts, Portman, Lawa i Owena odbijają nasze oblicza, jak lustra. Przypadkowe spotkanie na ulicy zaprowadziło was do wspólnego mieszkania. Ona, inspirujący duch o różowych włosach dorabia w kawiarni, on, neurotyk i poeta pisze debiutancką książkę. Gdy robi zdjęcie na okładkę, zakochuje się w pięknej dojrzałością pani fotograf. Też od pierwszego wejrzenia. Czy ona powie o romansie mężowi, który właśnie wrócił z delegacji, gdzie przespał się z prostytutką? Czy on zemści się na nim, idąc do łóżka z jego różowowłosą? Czy informowanie o zdradzie partnera wynika z miłości do niego, czy miłości do siebie? Patologiczne rozgrywki, chore powroty, beznadziejna miłość w doskonałym wydaniu Mike’a Nicholsa. Ale to tylko delikatny przedsmak, prawdziwej patologii miłości w kinie. CDN

 

Paula Wakuluk

Fot. Mat. Prasowe