Archiwa tagu: kino polskie

“Cicha noc” w białostockich kinach. Kino Oddycha poleca!

To film przede wszystkim mądry dla tych, którzy pośród pokpiwania pijanego dziadka, utyskiwań zmęczonej mamy i niewybrednych uwag jurnego wujka, stanowiących integralną część wigilijnego ekosystemu, będą umieli wybrać morały, słodkie a nieznośne, jak rodzynki w makowcu.

Znalezione obrazy dla zapytania cicha noc film

Porównanie do rumuńskiej “Sieranevady” jest trafne, pod warunkiem, że jest to porównanie luźne. Film Domalewskiego ma nieco mniej farszu w tym polskim pierogu i, jak na Wigilię przystało, mniej mięsa. Postnie okraszony egzemplarzami typowych członków rodziny, z właściwymi sobie punktami każdy. W podlaskiej, wiejskiej rodzinie na końcu świata, do której z emigracji na Wigilię wpada Adaś (Dawid Ogrodnik, taki jak zwykle), trudniej nam będzie odnaleźć siebie, chociaż spotkamy tam zachowania i słowa doskonale nam znane z naszych domów.

Bo Święta to zwykle powrót do domu, do rodziny, tutaj powrót do ojczyzny. Domalewski przypomina, że rak emigracji zarobkowej toczy polskie rodziny od dziesięcioleci i powoduje wciąż tę same objawy, tworząc przerzuty na kolejnych członków rodziny. Adaś poharatał sobie nogę, podczas kradzieży choinki w lesie sąsiada, wystarczyła woda utleniona i bandaż, poza tym mógł pomagać bratu, bo przecież drugą nogę ma sprawną. Drugiej rodziny nie masz. Poraniona, porozbijana, pokaleczona rodzina nosi te rany do końca życia i nie ma na nie opatrunku. Bo czym leczyć brak ojca i jaka jest recepta dla matki, która poświęciła całą witalność, młodość i krew swoim kilkorgu dzieciom?

Znalezione obrazy dla zapytania cicha noc film

Jak dziś zatem nie popełniać grzechów rodziców?
Poszukać ich Słów w świątecznej katatonii.
W przynajmniej jednym wigilijnym ciastku jest rybia łuska na szczęście. I tak połyskują wśród świątecznego utrapienia słowa Ojca (jeszcze lepszy, niż zwykle Arkadiusz Jakubik) w cichą noc. Jeśli ktoś chce usłyszeć ich sens, one tam są.

7/10

Paula Antipow

Vegański Smarzowski. “Botoks” – recenzja.

W kilku słowach wyjaśnię może, co trzeba zrobić, żeby zrozumieć, że “Botoks” to dobre kino.
Raz: wziąć pod uwagę, że Vega robi dla mas. Dla mas, które posiadają wszelkie mas przypadłości. To nie jest u diaska zaangażowane kino szwedzkie, tyko polski film z Agnieszką Dygant! Mam wrażenie, że raptem wszyscy krytycy pomylili Vegę ze Smarzowskim! Hej! Vega zrobił “Ciacho” i “Last Minute”! I “Pitbulla”, który raptem stał się niemalże “Psem Andaluzyjskim”.
Dwa: Smarzowski. Gdy najwybitniejszy polski reżyser dekady zrobi film o dramacie alkoholizmu przeplatany debilnymi gagami o pijaczkach (“Pod Mocnym Aniołem”), to są oklaski. Gdy taki zabieg zastosuje Koterski (“Wszyscy jesteśmy Chrystusami”) też są oklaski. A gdy Vega (koleś zrobił “Ciacho” i “Last Minute”) zrobi dokładnie to samo, to zamiast braw są okrzyki, że ” kloaczny dowcip oraz uwłaczanie inteligencji widza” (koleś zrobił “Ciacho” i “Last Minute”!!!).

Trzy: może chodzi zatem o Agnieszkę Dygant, która nie jest Kingą Preis i Janusza Chabiora, który jest Arkiem Jakubikiem? Chabior jest aktorem świetnym, to wiemy, ale że Dygant nie jest Nianą Franią, możemy dowiedzieć się dopiero z “Botoksu”. Brawa powinny też dostać Bołądź, Warnke i Żukowska. I, niech mi Bóg wybaczy, Oświeciński. Jego Darek jest dużo bardziej człowieczy, niż wszelkie poprzednie marionetkowe role, które skupiał na barkach i z trudem brał na klatę. (Przy okazji, czy tylko ja uważam, że Stramowski jest okropny?) A role kobiece? Vega ma dar do ról kobiecych, ale po raz pierwszy nie jest to banda rzucających kurwami idiotek przekalkowanych z “Lejdis” (reż. Tomasz Konecki), tylko Kobiety pożarte przez dramatyczną codzienność. Od tej z meliny na Pradze, przez tę, której pracą jest usuwanie ciąż, aż po tę, która straciła władzę nad sobą, na rzecz leków uśmierzających ból. W “Botoksie” wszystko boli.

Znalezione obrazy dla zapytania botoks film
Zatem pięć: to nie jest komedia. Tu się nie ma z czego śmiać, a początkowa sekwencja scen z karetki, to nie jest wyobraźnia Vegi, więc jeśli komuś się niedobrze robi, bo zoofilia i rzygowiny, to niech sobie pomyśli, że to jest życie, a nie film.
Sześć: to nie jest film o botoksie. To jest film o tym, jak się poddajemy. Nie wiem, czy wiecie, ale jakieś 90% z nas uważa, że jest niepodatna na komunikaty reklamowe i nie ulega manipulacjom medialnym. Dlaczego zatem rynek suplementów diety jest jednym z największych w Polsce? Dlaczego nieustannie pojawiają się coraz to nowe reklamy, coraz to nowych leków, na coraz to nowe choroby? Dla kogo one są, jeśli nie dla nas? A no tak! Dla tej masy, do której my się nie zaliczamy.
Pytanie na koniec: dlaczego masa, która kocha “Ciacho” i tłumnie pójdzie na “Listy do M3” z Karolakiem, tak bardzo krytykuje “Botoks”?

7/10

Paula Antipow

fot. materiały prasowe

Idź do kina! – Kino Oddycha poleca

Jesień nas rozpieszcza. Październik uderzył po oczach kolorami szarych sztalug Beksińskiego i płomieniem gaszącym wyobraźnię w “Wołyniu” (już ponad milion widzów). Od piątku w kinach, tym razem listopadowe kryształki. Mgłą kolorowych światów nierzeczywistych oczy zasnuje “Za niebieskimi drzwiami”. To nie jest kino wybitne, ale film dla młodzieży wyjątkowy. Raz, elementy horroru przerażają, dwa, zaczarowana kraina tonie w efektach specjalnych, miasto ukryte za niebieskimi drzwiami nie tylko przypomina wizje Yerki, ale zakład krawiecki, nazwany Krwawiec, zwala z nóg. Pandora z “Avatara” to to nie jest, ale, znów muszę to powiedzieć, jak na polskie warunki, jest naprawdę dobrze.
Znalezione obrazy dla zapytania za niebieskimi drzwiami
Niedobrze się robi patrząc na wizję wojny Mela Gibsona, czyli po raz kolejny tej jesieni możemy przekonać się, że wojna to piekło. Minęły czasy bohaterów, romantycznej miłości panien zostawionych przez dzielnych mężczyzn, czystych mundurów i takichże idei. Wojna to szczury, krew, flaki i latające kończyny. Mel Gibson prowadzi swoją rewizję, pokazując, że nie jest zwycięzcą ten, co ginie w imię ojczyzny, tylko ten, co ratuje ludzkie życie. “Przełęcz Ocalonych” to kino wojenne najwyższej próby, a przy okazji Gibson udowadnia, że jeśli powstaje najlepsza w kinematografii scena batalistyczna, on na pewno zaraz robi lepszą.
Znalezione obrazy dla zapytania przełęcz ocalonych
Do zobaczenia jeszcze “Jestem mordercą”, “Służąca” w kinie Forum, “Ja, Daniel Blake” w Kinie Konesera i “Światło między oceanami” w Kinie Kobiet. Każdą porę roku można spędzić w kinie, ale całe szczęście mamy jesień :)
 
 
Paula Wakuluk
fot. mat. prasowe

“Kamper” film, który cię wytłumaczy – recenzja Pauli Wakuluk

W kinach do obejrzenia KAMPER film. Porywający temat! Bo o nas!

Grzegorzek wyczuł temat, który zawsze będzie na czasie. Dopóki pokolenie urodzonych w latach 80. nie umrze. Bo to się doskonale sprzedaje, to całe pokolenie Y, JP2, generacja nic, dzisiejsi trzydziestolatkowie, wyż demograficzny, wyniki seksu stanu wojennego, dzieciaki transformacji, millenialsi i setka innych określeń, czyli usprawiedliwień dla rozwydrzonych gnojków, którzy lenistwo okrzyknęli prokastynacją, a informacje o sobie czerpią z tekstów na Facebooku:
>>Gratulujemy! Jeśli wiecznie się spóźniasz i masz syf w pokoju, to znaczy, że jesteś nieprzeciętnie inteligentny!<<
Tym razem głosem pokolenia nie będzie nimfomanka z Nowego Jorku ani nawet pulpecik z Londynu, tym razem będzie to Kamper z Warszawy. Chłopaczek w wieku naszych starych panien, tfu – singielek, tylko, że żonaty. Ale to facet, więc jest tak samo skreślony jak stare panny, bo zamiast szukać męża, zawsze będzie szukał powrotu do dzieciństwa, w której najfajniej było na rybach i na trzepaku. A nie, czekaj, my już mieliśmy Atari, najfajniej się gra w gry. Kamper uczynił hobby swoją pracą, choć wspomina, że jej nie znosi.To chyba symptomatyczne, narzeczeństwo też jest lepsze, niż małżeństwo.

zzona

Z małżeństwa zrobił sitcom, wszystkie dowcipy robi swojej żonie w mieszkaniu, na kanapie i w szafie. Jest bez wątpienia zabawnie i dobrze, bo jeśli wszystko inne zawiodło, oni potrafią się wciąż wspólnie śmiać w tym małżeństwie. Ma kumpla i przyjaciółkę, bo nasze pokolenie postanowiło, że istnieje przyjaźń damsko-męska. Jego żona też jest jego kumpelą. Nawet w łóżku. Dlatego Kamper w końcu przegrywa z kimś, kto weźmie ją jak prawdziwy mężczyzna. Kimkolwiek on będzie, bo z definicji Grzegorzka wynika, że to knypek bez polotu, ale z telewizji. Z telewizji, którą genialnie podsumował Koterski w “Dniu Świra” i którą świetnie kondensuje w kolorowej nowelce Grzegorzek, jako przegadaną i przejaskrawioną pustkę wypełniającą nasze domy w prime timie. A jednak reżyser utrzymuje, że ktoś, kto robi z siebie idiotę przed kamerą może być prawdziwym mężczyzną, a ktoś, kto robi z siebie idiotę w domu, w którym zagnieździł się tylko z ukochaną – nie. Takich nielogiczności jest w “Kamperze” kilka. I kilka łatwizn i stereotypów. Może celowo, bo przecież nasze pokolenie nie rusza już głową. A może dlatego właśnie.

knypek
Historia warszawskiego młodego małżeństwa jest jak te ckliwości, które kiedyś opisywał “Poradnik Domowy” albo inne poradniki dla gospodyń, a których teraz pełno w “Charakterach” magazynie pf psychologicznym:
Bla bla bla kochali się najbardziej na świecie, ale poziom serotoniny opadł (ej, nie wiedzieliście, że to się stanie?! Każdy przypadkowo spotkamy na ulicy Lew Starowicz ci o tym powie! Najwyżej dwa, trzy lata i po sprawie, trzeba szukać nowego dilera, bo mózg się przyzwyczaja! Przecież to wiedzą nawet dzieci! Miłość to żadna metafizyka, to hormony, chemia, choroba psychiczna!). Opadły inne organy, podnosić się trzeba będzie już poza domem. Jedno znalazło teoretycznego mężczyznę, drugie w odwecie wikła się w romans z płomienną kobietą. Lodowaty romans. Faceci lecą na ładne cycki, laski na pozycję społeczną, wiadomo. Jedno i drugie nie kocha swojego kochanka. Kamper i Mania kochają się wzajemnie, ale nic już nie jest jak na początku, więc szukają sobie początków z innymi ludźmi.

hispanka
“Kamper” to świetny obrazek, generator autorefleksji, doskonała ścieżka dźwiękowa, scena tańca, wspomniany wyciąg z telewizyjego gówna, a relacja między Nieradkiewicz i Żurawskim obłędna.
Nie mogę jednak zrozumieć, skąd przyzwolenie na infantylność. Niby i w latach 20. faceci bywali dziecinni, dojść poczytać Gombrowicza, który mówił o sobie: ”Biedny pajac! Bliski czterdziestki, wiodłem życie dwudziestolatka”. Niby jeszcze wcześniej powstała powieść o niejakim Piotrusiu Panu.
Tylko, że to dla nas żadne przykłady. Ni Kamper ni Gombrowicz. Ni Bradshaw ani nawet Jones. Czy ktoś w końcu zauważy, że Freud zrobił nas w konia? Wieczna pogoń za zaspokojeniem popędu prowadzi do obłędu, wkręca cię w niekończącą się spiralę zdarzeń, które są ładne i puste. Jak kolorowe neonowe kwadraty, co migają w głowie, wspomnienia miłości przyćmiewają jej obraz: “nigdy nie mogłem ci kurwa wystarczyć, co?”
Mam to samo. Mam trzydzieści lat i przestało być ważne, że nikt mnie nigdy nie kochał bardziej. Czekam na następnego, to znaczy, na następny film który tym razem będzie mądrzejszy ode mnie.

 

6/10

Paula Wakuluk

fot. mat. prasowe

kamoer

Kino Oddycha Latem

Jest coraz cieplej, w kinach coraz gorsza filmy, zaczyna się sezon festiwalowy, czyli Kino Oddycha zmienia swoją formę na lato. Tylko dwa z powyższych stwierdzeń są prawdą, które?

Słuchajcie Akadery w każdy piątek od 15.00 (oraz codziennie od 14.00 do 13.59). 

Kino Oddycha latem szykuje jeszcze więcej niecenzuralnych treści, recenzji obrazoburczych, komentarzy poniżej poziomu, muzyki rodem z “Glee” i osobistych wycieczek w stronę Leonardo DiCaprio.

Nie puszczajcie tego mimo uszu i na wszelki wypadek nie wyjeżdżajcie na wakacje dalej, niż sięga 87,7 Fm. A tutaj folder promujący okolicę, którą Kino Oddycha latem poleca szczególnie. I w zasadzie wyłącznie. 

czastka

“Disco Polo”, czyli wolność i swoboda w Kino Oddycha

Disco polo to jest nowa hipsterka.  Zdanie „nikt nie słucha, a wszyscy znają słowa” jest już dawno nieaktualne, bo disco polo przestało być obciachem, a stało się symbolem, ikoną, inspiracją i w końcu filmem. Rzecz kiedyś wstydliwa dziś urasta do rangi sztuki z kategorii jeleń na rykowisku, czyli może i przekracza  granicę kiczu, ale jednocześnie staje się centrum sentymentu, a także sentymentalizmu.

„Disco Polo” film o przaśnej rzeczywistości lat 90 w Polsce, gdy platońską ideą była Ameryka, a my jej wiernym cieniem. O czasach, gdy myło się i prasowało plastikowe reklamówki. O czasach, gdy wszystkie, powstałe na kiełkującym kapitalizmie małe biznesy nosiły anglojęzyczne nazwy. O czasach karykaturalnych i dziwacznych, którym to dziwactowm pan Maciej Bochniak dorysowuje wąsy. Jakby mało było groteski w tamtej rzeczywistości, reżyser parodiuje coś, co samo w sobie stanowiło sedno absurdu.  Szkoda, że zamiast wykpić ten śmieszny tatuaż w kształcie trybala, który pozostawiły na naszej psychice lata 90, disco polo proponuje logiczną tautologię. 

 Jeśli jednak potraktować film, jako metaforę lat minionych, to wszystko się zgadza – jest kolorofonia i wszechobecna pustka, czyli spadająca gwiazda spełnia sny. Trochę szkoda, że spaść musi akurat gwiazda Tomasza kota, który może chciał oderwać się od szarości i posępności „Bogów” i rozpalić serca gorącą rolą Polaka, przekoloryzowanego discopolowego magnata. Decyzja to była szalona mówię ci. Przepał Kot w tym worku pełnym filmowego badziewia, które nazywa się w języku filmowców kliszami bądź nawiązaniami. I tak natkniemy się w disco polo na Spilberga,  Hanekego , Tomasa Andersona albo Ogrodnika.  I tu jest pies pogrzebany i to ogrodnika pies! Niby są wielkie nazwiska, śmietanka polskiego kina, najbardziej nośmy temat na świecie i najlepsza muzyka w mieście, a jednak nic tam nie ma. Film jest pusty jak bęben, przepraszam za nadużycie  – Rolling Stonesów.

Miło się patrzy za to na tę pstrokaciznę kadrów, nie pamiętam drugiego takiego filmu, w którym polska rzeczywistość nie jest szara. Bochniak posuwa się jednak za daleko. Początek rodem z westernu jest całkiem interesujący, ale ubieranie Polski w Amerykę za wszelką cenę jest już stroszeniem piórek, czy produkowaniem wydmuszki. „Disco Polo” to mógł być dobry klip. Nieangażująca fabuła, świetne obrazki i muzyka,  którą można znosić nie dłużej, niż trzy minuty. Disco Polo to pomyłka, także jako film.

 

Paula Wakuluk

3/10

fot. materiały promocyjne