Archiwa tagu: Kino Oddycha

Planeta Małp – najlepsza wakacyjna destynacja. Recenzja Pauli Wakuluk

“Wojna o Planetę Małp” reż. Matt Reeveshome_20170706_213035_52352311

To jest film Cezara. (To pewnie dlatego zajmuje całą powierzchnię plakatu reklamowego. Co tam robi dziewięcioletnia córka człowieka zatem? Łatwo się domyślić, ale o tym później.) To jest też wojna Cezara, którą toczy z nienawiścią, wojna, którą wewnątrz toczy każdy poszukujący zemsty (właśnie, zemsta jest cechą skrajnie ludzką, bo kto widział, żeby zwierzę szukało zemsty). Wojnę toczy ludzkość, która zdemoralizowana chce już tylko przetrwać i chwilowo ma przewagę nad wrogiem, ale wszyscy wiemy, że pęd do życia to jedno, a dążenie do śmierci wroga, to drugie. I jeśli tym drugim zaślepiony jest Pułkownik (całkiem dziś średni Woody Harrelson), to marność nad marnościami spotka los człowieczy.


🎬SPOILER ALERT
Pułkownik bełkocze coś jeszcze o poświęceniu życia swojego syna w celu wybawienia ludzkości, wymachuje krucyfiksem i zaspokaja próżność, upajając się codzienną poranną, niemal paradną musztrą swoich żołnierzy zabijaków. Oto człowiek na planecie Małp.

0006PWV7JPWGLK2M-C122

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aha, jest jeszcze dziewczynka, uosobienie piękna Człowieczeństwa zarezerwowanego dotąd dla zwierząt. Taka ludzka perełka odnajdzie swoje miejsce pośród kochanych małp i zostanie z nimi na zawsze. To miłe, tylko do czego prowadzi taki mariaż? Drżę na myśl o kolejnej części. Nie kibicowałam małpokalipsie, bo bez względu na to, kto rozpętał wojnę (Koba pojawia się w snach Cezara i są to bardzo ładne widzenia), toczy się ona o przetrwanie. Każdy chce żyć. Źli ludzie i złe małpy. (BTW Zła Małpa to najpiękniejszy od czasów Goluma i Zgredka humorystyczny epizod blockbusterowy. Spełnia wszystkie wymogi maskotki u boku prawdziwych bohaterów, Zła Małpa jest tchórzliwa, ma dobre serce i wielkie oczy.) Zauważcie, że osły (małpy zdrajcy) też nie do końca wiedziały komu kibicować. Gdy patrzysz, jak giną twoi bracia, zawsze poczujesz zew, a przynajmniej zrobi ci się wcześniej, czy później trochę smutno. Bezduszni ludzie i nad wyraz uduchowione małpy. I nad wyraz rozumne. Jak słusznie zauważy Pułkownik: zabieracie nam to, co czyni nas ludźmi, dlatego wygracie tę wojnę. Cezar prawie stracił, to co ludzkie (małpie?), ale małpy nigdy nie straciły wiary w Cezara. Czy my tracimy wiarę w ludzkość? 

DDBT-yXXcAAtzY1.jpg-large

To jest wojna Cezara, szympansa, na którego patrzy się z podziwem, jak na człowieka. Ta część małpiej trylogii jest bardziej refleksyjna, mroczna, powolna, im bardziej oddalona od ludzi, tym im bliższa. Im bardziej zdehumanizowany jest człowiek, tym więcej odnajdujemy człowieczeństwa w zwierzęciu. Andy Serkis, który wcielił się w rolę najważniejszej małpy a.d. 2017 stał się cezarem cyfrowych postaci współczesnego kina. Brawo! A co do kontynuacji filmu…? Będzie, bo przecież Cezar rzekł: “Mam cię Afryko!” Po zimowej scenerii u progu wiosny, przyjdzie czas na pustynne dzikości oswojonych z planetą małp. To ja czekam na western.

Paula Wakuluk

fot. mat. prasowe

Majówka z kasetami video. Paula Wakuluk poleca filmy

radclifeCo obejrzeć w majówkę?

Co prawda się przejaśnia, ale należy być konsekwentnym. Majówka miała być zimna i deszczowa i tego się trzymajmy. Nie wychodźmy z domu i oglądajmy filmy.

Proponuję zacząć od „Człowiek – scyzoryk”. Można włączyć sobie w kuchni, przy okazji obierać ziemniaki albo miesić ciasto. No pod warunkiem, że nie jesteście obrzydliwi. To znaczy znosicie z godnością pierdy i nie odwracacie oczu na widok człowieka, który ciągnie trupa. Albo tuli. Albo całuje. Albo dotyka w intymne miejsca. Przez cały film. I jeszcze z nim gada, a ten mu odpowiada. Na tyle na ile może mówić naturalnie, bo szczęku mu już zwisa, jak to u trupa. Rolę zwłok brawurowo odgrywa Daniel Radcliffe. Tak, rola życia to doskonałe określenie tego co wyczynia martwy dorosły Harry Potter. Partneruje mu Paul Dano, jako poczciwy chłopaczek, którego nikt nie lubi, bo jest nie tylko brzydki, ale na litość Boską, ciąga trupa! Są podstawy, żeby unikać takiego ziomka, ludzie to wiedzą, dlatego Hank jest samotny i też chciałby być trupem. To jest przepysznie zagrany film i łakomy kąsek, dla tych co lubują się we wszelkiej oryginalności popadającej już w słodki absurd. Odważny, oryginalny, obleśny i raczej o niczym. Oczywiście możecie znaleźć tu historię samoakceptacji i podróż ku zrozumieniu własnego ja, ale będzie to raczej rodzynka w serniku, niż wisienka na torcie. Ale! Znać film Kwana i Scheinerta trzeba. Nie koniecznie obejrzeć cały, jest bowiem pewien poziom przyzwoitości, którego przekraczać ludzie kulturalni nie powinni, ale zapoznać się z nieokiełznaną fantazją debiutujących scenarzystów i reżyserów oraz przekonać się na własne oczy, jak film staje się sprawą dosłownie gównianą.

Znalezione obrazy dla zapytania człowiek scyzoryk

“Człowiek scyzoryk” fot. youtube

Większego skupienia wymaga „Nauczycielka”. Losy kolejnych rodziców wplątanych w podejrzaną grę  podlegającej regule wzajemności, odkrywane są po kolei, na zasadzie retrospekcji. Nauczycielka (świetna Zuzanna Maurery) ma twarz anioła, to matka w naszym drugim domu, w szkole. Co takiego mogła zrobić ta złota kobieta, że zwołano nadzwyczajne zebranie rodziców, bo niektórzy chcą by odeszła? A co ty byś zrobił, żeby twojego dziecko odebrało solidne wykształcenie? No dobra, żeby miało dobre oceny. Świadectwo z paskiem. Drobna przysługa to chyba nie jest wygórowana cena? Słono zapłacimy jednak przetrąconym kręgosłupem, nękającym sumieniem, permanentnym, niewygodnym przecież poczuciem terroru. To były czasy pięknych tapet i dostojnych plakatów propagandowych. Wszystkiego brakowało i trzeba było sobie pomagać. W którym momencie jednak zaczyna się granica? Jak dużo może władza? O słodka Czechosłowacjo epoki słusznie minionej. Czy na pewno minionej? Obejrzyjcie „Nauczycielkę”, a później rozejrzyjcie się wokół. I jak?

Znalezione obrazy dla zapytania nauczycielka ucitelka

“Nauczycielka” fot. mat. prasowe

Słońce zajdzie dziś o 19:56, czas na horror. No dobrze, nie każdy lubi, więc chociaż thriller: „Split”. Obłędny James Mc Avoy. Wysokie napięcie, zwroty akcji na swoim miejscu, parada postaci i tajemnica. Krew oczywiście też, ale z rozsądkiem. A dla koneserów kina gatunkowego „Zło we mnie”, chociaż wolę oryginalny tytuł „February” (sic!). Kolejny w naszej majowej kolekcji film zagrany, jak z nut. Aplauz dla Emmy Roberts!  To nie jest horror w stylu Jamesa Wana, co jest plusem. To jest horror w stylu „It follows” i jeszcze lepszy! To jest horror w naszych głowach, który dzieje się wolno, gęstnieje z minuty na minutę, sztywnieją nam zmysły, nie możemy się ruszać, a przecież nic się nie dzieje. No niby jakiś szatan być może, jakieś morderstwo we flashabackach. Ale żadnych krzyków, strachów, noży, krwi. Tylko groza. Niepowtarzalny, smolisty klimat. Olbrzymi kawał dobrego kina. Najlepsze co ostatnio widziałam, a widziałam parę dobrych filmów. No dobra, jeśli już wyjdziecie z domu, to idźcie na Wiosnę Filmów. Szczególnie polecam “Aquarius”.

Znalezione obrazy dla zapytania february movie

“Zło we mnie”, fot. mat. prasowe

Deszczowej majówki <3

Paula Wakuluk

 

 

 

Byle jaki pociąg do “Trainspotting 2” – recenzja Pauli Wakuluk

Dobra, Dany Boyle jest sentymentalny, chciałby odzyskać uczucie pierwszorazowości, czyli cofa się o te 20 lat, przypomina sobie, jak smakowało za pierwszym razem “Trainspotting” i próbuje odtworzyć ten strzał. I strzela. W dziesiątkę, jak złoto!

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting 2

Nie, nic nie smakuje, jak za pierwszym razem. Mam wrażenie, że panowie od “Trainspotting 2” dobrze to wiedzą i mają pełną świadomość swoich opatrzonych gąb i gąbczastych  ramion. Chłoną za to swoją przebytą młodość i zioną nowym życiem. Uczepiła się  widownia i wierni, że uczepił się Boyle jedynki, stępionej brzytwy, że nostalgia, że “choose powrót”, że pointa jedynki poszła na marne, a 20 lat poszło w proch, w prochy. A wcale że nie. T2 jest oddzielnym filmem, bez ambicji kultowości, bez pretensji do tronu! Dobrym, świetnym, mądrym i z tym kampowym cięciem, z tym video-rozmachem, błyskawiczną akcją i błyskotliwym morałem. Albo moralnym niepokojem. Proszę przestać powtarzać, że akcja filmu rozpoczyna się w tym samym miejscu, że zastaliśmy koleżków na starych śmieciach, nie! Oni zostali przyłapani w tym samym miejscu! Ponieważ tak się złożyło, że Renton wrócił do miasta, Begbie wyskoczył z więzienia, SickBoy wciąż tu jest, choć trochę na uboczu, a Spud też jeszcze się nie zaćpał, ale o mały włos. Tak się złożyło i to spotkanie po latach, to jest historia, którą warto wzbogacić szczyptą efedryny i rozpuścić w żyłach uzależnionych od “Trainspottingu” dzieciaków. Dla tych, którzy jako nastolatkowie nigdy niczego podobnego nie widzieli i, którzy do dziś wierzą, że heroina jest lepsza niż orgazm.

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting

Dzisiejsi 30 i 40 latkowie, co u was? Przyszliście do kina? I co tam macie? Zostały wam po młodości: facebook na co dzień, kino i balet na mieście w weekend, wolne na święta i wakacje, jak Bóg da w lipcu? Nie macie (już) rodziny, nie macie (telefonu do) rodziców, nie macie pieniędzy, nie macie przyjaciół. Rozejrzyjcie się wokół. T2 przypomina, że nie macie życia: chose life. Wybraliście źle, daliście się nabrać. Popadliście w konsumpcję pustki, robicie to samo, co ćpuny z brudnych mieszkań, tylko, że w czystych, macie tyle samo, tylko czujecie się lepsi.  Jedyne, co wam zostało, to wspomnienia, atrapa młodości w wysportowanym ciele, bo każą wam biegać przecież maratony, to biegacie, choose maraton. Choose life, fasada fantazji, powrót do przeszłości, permanentne dążenie do przeszłości w permanentnej ucieczce od dojrzałości. Nie macie wrażenia, że Boyle na haczyk nabił naszą próżność? Przypomniał “Trainspotting” po 20 latach i wszyscy poszliśmy, jak stado owiec, żeby poczuć się znów jak po pierwszym strzale. A figa! Było minęło, nie ma. Było trzeba korzystać, gdy trwało, skończyło się, skoczyliście z niczym. Nara.

Podobny obraz

Ale dopiero, gdy oddzielimy od siebie te dwa filmy na dwie kreseczki, to mamy komplet. Dwójka kopie tak samo, jak jedynka, tylko nie po twarzy, a po mózgu. Pomyśl, choose myślenie. Włącz myślenie, zaszczep w sobie pożądanie mądrości, bo życie cię wystawi. Już wystawiło. T2 jest świetny bo ma szkocki akcent, dowcipne dialogi i najzabawniejszą scenę Anno Domini 2017 (na karaoke uśmiałam się do łez, gorąco polecam). Wolałabym, żeby Rentona zadźgał Begbie na przykład, a Bułgarka przepadła (świetna postać rozgrywająca relacje Sick Boya i Rentona), ale rozwiązanie filmu jest zupełnie nie po mojej myśli oraz jest słabe w związku z tym. Nieprawdziwe, skończenie naciągane i niesensacyjne. Szkoda, ale może takie jest życie. Choose T2.

 

Paula Wakuluk

“La la Land”, czyli Do re Miłość.

la-la-land-quad-posterWszystkie zachwyty, które padły pod adresem “La la Land” i wszystkie Złote Globy są słuszne. Każde westchnienie, każda chwila zadumy, każda łza i każdy szeroki uśmiech na widok kolorowego kadru, w którym młodzi ludzie postanowili wytańczyć siebie, są nieuniknione. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale wszystko, co zobaczycie w tym filmie już kiedyś widzieliście, jeśli nie w kinie, to w swoim życiu, bo życie to film, prawda? Każdy z nas kiedyś wyśpiewał swoje szczęście i wyskakał swoją złość. Sebastian (Ryan Gosling zwykle pociąga kobiety w otchłań namiętności, tym razem gra Miłość, co zdaje się trudniejsze, szczególnie gdy aparycja nie ułatwia odgrywania roli poczciwego, biednego jak mysz, zdolnego klawiszowca) i Mia (Emma Stone jest tu najbardziej niezwykłą dziewczyną z sąsiedztwa tej dekady)  nie zrobili niczego, czego my byśmy nie zrobili. Nie mówcie, że nie zatańczyłybyście z koleżankami, wybierając się na prywatkę, mierząc sukienki i śpiewając do szczotki! I, że nie wystepowalibyście swojej frustracji, kiedy podryw nie działa.  Stara dobra szkoła musicalu, stare filmy na starych kliszach, historia stara, jak świat, czyli licząca dokładnie tyle samo lat, co miłość.

Podobny obraz

To wszystko dzieje się dziś na Brooklinie, w Białymstoku i w Hollywood. Te same marzenia, te same tęsknoty, te same językowe cierpkie wycieczki w stronę uciekającej sympatii  i to samo pokonywanie muru na skrzydłach miłości, co u Szekspira 400 lat temu. Codziennie, teraz też, jutro i wczoraj. Damien Chazelle napisał i wyreżyserował film z tą wiedzą, bez pretensji i dezyderat pokazał jak pięknie wyglądamy, kiedy idziemy per aspera ad astra. Gdy cały świat kręci się wokół nas i podmuchem białej sukni, w lekkim walcu wyznaczamy sobie ścieżkę do nieba pełnego spełnionych marzeń. Obiecuję Wam, że nie odkryjecie tu ani Ameryki, ani nawet Hollywoodu, przypomnicie sobie co najwyżej najlepsze chwile kina, do których twórcy powrócili z taką subtelnością i czułością, a zarazem inteligencją i równowagą że wszystkie fajne chłopaki po kryjomu też będą ocierały łzy.

Podobny obraz

Pewnie wiecie, że to film o marzycielach.  Ale to nie jest ckliwa historia miłosna ani afirmacyjna nowela rodem z podręcznika o tym, jak to wytrwałość i wiara prowadzą  prosto do celu. To też nie jest traktat o tym, że droga jest celem ani bajka o pogoni za białym króliczkiem. To są najbarwniejsze skrawki naszego życia, z których możemy uszyć sobie sukienkę, czy krawat, założyć albo zdjąć buty, otworzyć usta i zaśpiewać, tupać nogami i zatańczyć. To jest balsam na nową rzeczywistość cyników i wata cukrowa dla zakochanych, to jest czerwony balonik samotników i lemoniada koneserów ciężkiego kina i apologetów uzasadnionych trudów życia. To jest najpiękniejsze, co zobaczycie w kinie w tym roku, tylko dlatego, że życie jest piękne, czy wam się to podoba czy nie.

 

Paula Wakuluk

Żubroffka, czyli perły i wieprze. Relacja z otwarcia

Można by pomyśleć, że w ciemnym kinie, po kryjomu, ocieramy łzy. Trochę z bólu. Kode9 zaczął tak, że świszczało w uszach, łomotało w potylicę, kręciło w żołądku. Nie wiadomo, czy skupić się na bicie (biciu?), czy na czarno-białym obrazie, co tam się na przeciwko poruszał nieco konwulsyjnie, nieco bezładnie. Po kilku minutach jednak, gdy mózg zrezygnował z dopasowywania muzyki do filmu, uspokajały się neurony. Robiło się coraz ciekawiej z minuty na minutę, bo taki jest Hitchcock. Ponieważ nigdy nie kręciły mnie, proszę wybaczyć, “Ptaki”, miałam mieszane uczucia, co do “Szantażu”. Kocham “Okno na podwórze”, lubię “Zawrót głowy”, ale niemy film z 1929 napawa niepewnością. O, ja człowiek małej wiary! Film jest absolutnie fascynujący i nawet dudnienie w uszach nie mogło tego zepsuć. Kode9 pewnie jest boski. Jest na pewno, ale jeśli każemy mu grać do Hitchcocka… Hmmm…
Kurtyna.
Milczenia.
Nie pamiętam jednak, czy kiedykolwiek byłam usatysfakcjonowana filmem z muzyką na żywo. Jestem widzem prostej konstrukcji, muzyka ma podkreślać obraz. Cóż za uwłaczające ograniczenie! Z drugiej jednak strony te hipnotyczne pętle, sample, trąbki i naiwne wokale, zupłenie oderwane od filmy , grające sobie tam bez uzasadnienia, nadały “Szantażowi” pewnego niepokoju i abrakadabry. Teraz, gdy myślę o tym filmie jestem w stanie uwierzyć, że wszystko było na swoim miejscu. Nóż i diament. Ten pierwszy istotną rolę pełnił w “Szantażu”, by pojawić się znowu w Midnight Shorts. A diamentem, jak się okazuje jest sam festiwal. Pozostańmy przy tej jubilerskiej retoryce i jeśli perłą był “Szantaż” to miał miejsce przed wieprzem. Midnight Shorts, które kazały tłumom z Forum wędrować do Zmiany Klimatu. Tam uraczono publikę blokiem krótkich filmów, które przekraczają granice dobrego smaku, sensu, absurdu i jakie nie tylko. Dla widzów o mocnych nerwach i olbrzymim dystansie. Może tym razem nie było pereł i diamentów na miarę “Pięści Jezusa”, morderczych choinek, czy takichże sklepowych wózków, ale short o konsekwencjach niesystematyczności w kupowaniu mleka do domu, kolaż o “lśnieniu fast foodów”, czy potwornie dobre fellatio w wykonaniu maszkary Gwillowa na długo zostaną w naszej pamięci.

Tymczasem pokazy konkursowe trwają, koncerty, panele dyskusyjne i wszystko co najlepsze dzieje się na Waszych oczach w Białymstoku. W weekend, gdy multipleksy nie proponują do popcornu żadnych filmów i to za pół ceny! co się szumnie zowie Świętem Kina, mamy prawdziwe święto. Za darmo filmy ambitne, offowe, dziwne i dużo. Bo krótkie.

 

Paula Wakuluk

“Służąca” estetycznej i erotycznej rozkoszy. Recenzja Pauli Wakuluk

O tym, jak nie zrozumiałam “Służącej”

Pociąg filmowy do Japonii, czy Korei jest gwarancją niebezpiecznej acz ekscytującej przeprawy. Od setek lat wybierany przez dziwadła i kurioza, niezmiennie wyczekiwany na oblężonych stacjach przez pasażerów żądnych wiedzy i niepojętych emocji. W ciasnym przedziale, siedzą naprzeciwko siebie, stykając się kolanami Zachód i Orient, patrzą sobie w oczy, milczą. Nie zrozumieją się nigdy, ale mogą się dotykać, próbować, ba! Nawet się w sobie zakochać. Albo uprawiać stosunek, co zdaje się uprawiają twórcy “Służącej”.
Nie odnalazłam w tym filmie tego, co widzą krytycy i recenzenci wszelkiej maści, jurorzy i specjaliści, reżyserzy i Quentin Tarantino. Gdyby Chann-wook Park zatrzymał się po Pierwszej Części swojego dzieła, zamyślił się, chwycił gumkę do ścierania, być może uniknąłby scen, które zamazały obraz. Tymczasem on zafiksował się na zupełnie innej gumce.

Znalezione obrazy dla zapytania ah-ga-ssi
To prawda, ta piękna w odbiorze historia nie jest opowiedziana, ona jest kaligrafowana. Jest misternie złożona, niczym najbardziej skomplikowane orgiami modułowe, element za elementem, zagięcie po zagięciu, formowana w szokującą całość. Z początkiem Drugiej Części otrzymujemy najcenniejszą filmową niespodziankę: wolność analizy poprzednich zdarzeń, przepyszną zamianę ról, odwrócenie perspektywy! Cóż z tego, jeśli po kilku minutach nam się to odbiera. Jakież było moje rozczarowanie, gdy szkatułka okazała się pusta. Wiedziałam już co będzie dalej, zatem cała Druga Część wydała mi się formalnością, a momentami nużącym nadużyciem, gdy zmysłowość i erotyka zamieniła się w perwersje i sprośności. Gdy subtelne obserwacje zamieniły się w chore fantazje niewyżytego dziada, kimkolwiek on jest: wujem, który psychicznie (i fizycznie) maltretuje siostrzenicę, czy Chan-wook Parkiem, który lubi obcinać ludziom kończyny, a i nie pogardzi kazirodztwem, sodomią i sadyzmem. Wybaczcie szczerość, ale nie mam nic przeciw poniewieraniu widza przez Hanekego, gdy psychologiczna męczarnia prowadzi do katharsis. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu narzędzi tortur dla efektu oraz siłowemu udowadnianiu, że pornografia, to sztuka.
Już w Pierwszej Części “Służącej” pojawiły się przecież mocne sceny erotyczne wystarczające, żeby uwierzyć w miłość kochanek. Jeśli ktoś próbuje tłumaczyć zwycięstwo uciemiężonej płci pięknej nad patriarchalnym modelem społeczeństwa Korei, łóżkową sceną lesbijską, to jest głupi.
Kolejne łóżkowe ośmiornicze zawijańce były celem samym w sobie. Pozbawionym symboliki i sensu. Sam seks.

Znalezione obrazy dla zapytania ah-ga-ssiTe dwie kobiety, służąca i jej pani nawiązały jedną z piękniejszych filmowych relacji, właśnie dlatego, że na ekranie pokazały uczucie prawdziwe. Nie wolno mi zdradzać fabuły, chociaż sami się przekonacie, że zdrada zdrady, nie jest zdradą. I nie będę więcej opowiadać, dodam tylko, że Tae-ri Kim i Min-hie Kim stworzyły namiętny duet, który przywodzi mi na myśl „Życie Adeli”. Zresztą we francuskiej opowieści młode aktorki też odgrywały wielominutowe sceny cunnilingus i też nieistotne dla całości.
Naiwność Drugiej Części “Służącej”, pustka i desperacja Trzeciej, sprawiły, że pięknie zapowiadający się film okazał się snem zwyrodnialca. I teraz nie dziwi, dlaczego Tarantino odłożył przybory, dlaczego powiedział, że Park nakręcił bardziej tarantinowski od jego wszystkich filmów. Bo Park chwycił sedno, zanim oczy przysłoniły krocza, zanim ugrzęzło w kadrach wulgarnej Kamasutry, zanim zalepił miłość wydzielinami pierwotnych popędów śmierci i seksualności, które manierycznie usprawiedliwia się wciąż eleganckim anturażem, literaturą i … takimi filmami.

 

Ale zobaczyć to warto.

Paula Wakuluk

Fot. Materiały prasowe