Archiwa tagu: Danny Boyle

Byle jaki pociąg do “Trainspotting 2” – recenzja Pauli Wakuluk

Dobra, Dany Boyle jest sentymentalny, chciałby odzyskać uczucie pierwszorazowości, czyli cofa się o te 20 lat, przypomina sobie, jak smakowało za pierwszym razem “Trainspotting” i próbuje odtworzyć ten strzał. I strzela. W dziesiątkę, jak złoto!

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting 2

Nie, nic nie smakuje, jak za pierwszym razem. Mam wrażenie, że panowie od “Trainspotting 2” dobrze to wiedzą i mają pełną świadomość swoich opatrzonych gąb i gąbczastych  ramion. Chłoną za to swoją przebytą młodość i zioną nowym życiem. Uczepiła się  widownia i wierni, że uczepił się Boyle jedynki, stępionej brzytwy, że nostalgia, że “choose powrót”, że pointa jedynki poszła na marne, a 20 lat poszło w proch, w prochy. A wcale że nie. T2 jest oddzielnym filmem, bez ambicji kultowości, bez pretensji do tronu! Dobrym, świetnym, mądrym i z tym kampowym cięciem, z tym video-rozmachem, błyskawiczną akcją i błyskotliwym morałem. Albo moralnym niepokojem. Proszę przestać powtarzać, że akcja filmu rozpoczyna się w tym samym miejscu, że zastaliśmy koleżków na starych śmieciach, nie! Oni zostali przyłapani w tym samym miejscu! Ponieważ tak się złożyło, że Renton wrócił do miasta, Begbie wyskoczył z więzienia, SickBoy wciąż tu jest, choć trochę na uboczu, a Spud też jeszcze się nie zaćpał, ale o mały włos. Tak się złożyło i to spotkanie po latach, to jest historia, którą warto wzbogacić szczyptą efedryny i rozpuścić w żyłach uzależnionych od “Trainspottingu” dzieciaków. Dla tych, którzy jako nastolatkowie nigdy niczego podobnego nie widzieli i, którzy do dziś wierzą, że heroina jest lepsza niż orgazm.

Znalezione obrazy dla zapytania trainspotting

Dzisiejsi 30 i 40 latkowie, co u was? Przyszliście do kina? I co tam macie? Zostały wam po młodości: facebook na co dzień, kino i balet na mieście w weekend, wolne na święta i wakacje, jak Bóg da w lipcu? Nie macie (już) rodziny, nie macie (telefonu do) rodziców, nie macie pieniędzy, nie macie przyjaciół. Rozejrzyjcie się wokół. T2 przypomina, że nie macie życia: chose life. Wybraliście źle, daliście się nabrać. Popadliście w konsumpcję pustki, robicie to samo, co ćpuny z brudnych mieszkań, tylko, że w czystych, macie tyle samo, tylko czujecie się lepsi.  Jedyne, co wam zostało, to wspomnienia, atrapa młodości w wysportowanym ciele, bo każą wam biegać przecież maratony, to biegacie, choose maraton. Choose life, fasada fantazji, powrót do przeszłości, permanentne dążenie do przeszłości w permanentnej ucieczce od dojrzałości. Nie macie wrażenia, że Boyle na haczyk nabił naszą próżność? Przypomniał “Trainspotting” po 20 latach i wszyscy poszliśmy, jak stado owiec, żeby poczuć się znów jak po pierwszym strzale. A figa! Było minęło, nie ma. Było trzeba korzystać, gdy trwało, skończyło się, skoczyliście z niczym. Nara.

Podobny obraz

Ale dopiero, gdy oddzielimy od siebie te dwa filmy na dwie kreseczki, to mamy komplet. Dwójka kopie tak samo, jak jedynka, tylko nie po twarzy, a po mózgu. Pomyśl, choose myślenie. Włącz myślenie, zaszczep w sobie pożądanie mądrości, bo życie cię wystawi. Już wystawiło. T2 jest świetny bo ma szkocki akcent, dowcipne dialogi i najzabawniejszą scenę Anno Domini 2017 (na karaoke uśmiałam się do łez, gorąco polecam). Wolałabym, żeby Rentona zadźgał Begbie na przykład, a Bułgarka przepadła (świetna postać rozgrywająca relacje Sick Boya i Rentona), ale rozwiązanie filmu jest zupełnie nie po mojej myśli oraz jest słabe w związku z tym. Nieprawdziwe, skończenie naciągane i niesensacyjne. Szkoda, ale może takie jest życie. Choose T2.

 

Paula Wakuluk